Pachnący wyjazd z Jo Malone London

Byłam niedawno na takim wyjeździe, z którego mam chyba z tysiąc zdjęć. I chociaż widziałam je już wiele razy to nadal wzbudzają we mnie mega emocje. I chyba pomyślałabym, że to się nie wydarzyło, że to był tylko sen, ale na szczęście mam te prostokątne, klimatyczne i jeszcze  pachnące (w mojej głowie) dowody. I tak bardzo chciałam Wam je pokazać wszystkie na blogu, ale jest ich za dużo, więc ograniczę się do dwóch wpisów. Opowiem Wam o trzech dniach w Londynie, które stały się moim pięknym wspomnieniem dzięki Jo Malone London.

Koniec wakacji w tym roku przypieczętował wyjazd, który zapamiętam na zawsze 😉 Premiera nowego zapachu Honeysuckle & Davana to była prawdziwa trzydniowa uczta zmysłów!

Nasz pobyt (bo do Anglii poleciałam wraz z cudowną Moniką , która zajmuje się marką Jo Malone London w Polsce oraz z wieloma blogerkami z całego świata!) rozpoczęłyśmy w Rosewwood London. To miejsce zachwyciło mnie totalnie, nigdy w życiu nie byłam w tak pięknym hotelu. Jest jednocześnie zjawiskowy, wytworny i tajemniczy niczym z Harrego Pottera. Do mojego pokoju szłam wąskimi korytarzykami chyba z 10 minut 😉  na każdym zakręcie wielka księga z mapą dojścia do poszczególnych numerów oraz starodawnymi dodatkami-telefonami, wazonami…To wszystko sprawiło, że od pierwszej minuty poczułam się jak w jakimś śnie lub bajce! Muszę Wam pokazać kilka zdjęć z tego miejsca:

Tego dnia wybrałyśmy się do flagowego butiku Jo Malone London na Regent Street, na obowiązkowy masaż dłoni. Marka szczyci się tym, że zapachy można ze sobą łączyć  (Fragrance Combining). Uwielbiam tę  możliwość, bo za każdym razem wychodzi mi inny zapach, robię to zarówno z kosmetykami jak i perfumami! Wyszłam z perfumerii wypachniona jak nigdy i z dwoma wyjątkowymi zapachami stworzonymi specjalnie dla Angielek! Oba uwielbiam!

Wieczorem czekała nas nie lada gratka-koktajl w towarzystwie dyrektor kreatywnej marki Wandjini  Glasheen-Brown oraz jednej z kreatorek nowego zapachu Honeysuckle&Davana Celine Roux. Spotkanie z tymi charyzmatycznymi kobietami było bardzo inspirujące, a że obywało się w pięknej londyńskiej kamienicy w samym centrum tego pięknego miasta to chyba nie muszę Wam mówić w jakim stanie ekscytacji się znajdowałam 😉

Processed with VSCO with a4 preset

 

Ze względu na bardzo dużą ilość zdjęć kolejny dzień wyjazdu pokażę Wam w następnym poście. Buziaki!!!

Żegnaj maju!

Zaraz kończy się czerwiec, a ja żegnam miesiąc bzu. Jak zwykle jestem na czasie tfu w niedoczasie 😉

Maj był jednym z najbardziej intensywnych miesiąców  w moim życiu. Nie to, żebym nie miała równie pracowitych jeżeli chodzi o życie zawodowe czy uczelniane, bo przecież studiowało się na dwóch kierunkach dziennie 😉 ale fakt posiadania dwójki małoletnich ludzi pod opieką jednak przeważa szalę. I od razu zaznaczam, że szanuję wszystkie matki, które mają więcej dzieci, bo one wcale nie wychowują się same! Do lekarza nachodzą się tyle razy więcej i tyle razy więcej wstają w nocy. Każde dziecko to indywidualna jednostka, która ma swoje potrzeby, a rodzice muszą je nieustannie zaspokajać. Już nie wspominam o zwolnieniach chorobowych, występach w placówkach, zebraniach itd. Czasami mam wrażenie, że moje życie kręci się tylko wokół spraw lekarsko-przedszkolno-jedzeniowo-zabawowych. Ale jednak tak nie jest na szczęcie i przypominam sobie to za każdym razem kiedy oglądam zdjęcia właśnie z maja! Cieszę się, że miałam możliwość ostatnio spotkać tyle fajnych osób, wypocząć od dzieci (już znowu mnie umęczyli ;))) i realizować swoje zainteresowania. To akurat powinno być równie ważne dla każdej matki w takim stopniu jak potrzeby jej własnych dzieci. I do takiej równowagi dążę!

 

 

Wspaniałe spotkanie Jo Malone w angielskim stylu. Uwielbiam tę markę! Zapachy, opakowania i flakony poprawiają mi humor. Mój ukochany Wild bluebell jest zawsze ze mną, a świece cudownie rozświetlają wieczory na balonie!

Taka piękna jest Warszawa! Im częściej tam jestem tym swobodniej się czuję…

Niesamowity prezent od marki Jo Malone z okazji Dnia Matki. Niewiele rzeczy mnie tak ucieszyło jak ten piękny Flowerbox!

 

Processed with VSCO with a4 preset

Processed with VSCO with a4 preset

 

Podczas wizyty u Kasi w Agencji Portfolio spotkałam takiego malucha! Skradł moje serce…a wnętrza nie przestają mnie zachwycać!

 

To niesamowite jak spotkanie z kreatywnymi ludźmi pobudza chęć działania. Ania Bartosińska i Zuza Partyka pomogły mi odpicować moją kurtkę Levis 501. I pomyśleć, że chciałam zostawić plecy bez niczego, ale namówiły mnie do malunku i odprucia kołnierzyka! Jestem zachwycona efektem! Zobaczcie ile możliwości daje jeans! Może sami się skusicie ja refreshing spodni lub katany?

 

 

Jak osiągnąć równowagę życiową i odetchnąć pełną piersią…

To już trwało jakiś czas. Nawet nie zorientowałam się jak długi. Od wielu lat nie zdarzało mi się porządnie wypoczywać.  Żyłam w ciągłym pośpiechu, napięciu, ciągle było coś do zrobienia. Znacie taki stan? Doszłam do momentu, w którym nie potrafiłam przeczytać w spokoju nawet jednej strony książki. Tysiące myśli dryfowało w mojej głowie niczym Robinson Cruzoe na morzu, by napadać mnie w najmniej oczekiwanym momencie. Chodziłam nerwowa i bolały mnie plecy. Rano budziłam się niewyspana nawet po idealnej ilości snu. Jeżeli też czujecie, że żyjecie na krawędzi  i że jeszcze chwila, a zwariujecie to znaczy, że natychmiast potrzebujecie wytchnienia. Jest Wam potrzebny plan działania i wdrożenie w życie celebracji #memoment.

Jak się zrelaksować, osiągnąć balans w głowie i sercu? Wcale nie musicie jechać na wakacje na Bali! Wystarczy własny fotel, 5 minut spokoju i koniecznie opakowanie pralinek Lindor 😉

 

ODDECH

Codzienny stres to zmora naszej cywilizacji. Prawie wszyscy się z nim zmagamy. Sprawia on, że oddychamy płytko i jesteśmy niedotlenieni. Zachowujemy się jak w nieustannym stanie zagrożenia. Ćwiczenie głębokiego oddechu ma zbawienny wpływ na mózg, co sprawia, że nasze ciało lepiej funkcjonuje. Oddychanie płytkie znacząco zwiększa poziom stresu dlatego tak ważnym jest, aby nauczyć się zarządzać oddechem. Praktykowanie uważnego jego doświadczania powoduje, że w trudnej sytuacji łatwiej nam zapanować nad negatywnymi emocjami i lękiem. Ja już od jakiegoś czasu staram się każdą wolną chwilę poświęcać na ćwiczenia oddechowe. Tak już się do nich przyzwyczaiłam, że zawsze jak się zdenerwuje automatycznie oddycham. Jeżeli często zapominacie o oddechu i ciężko Wam wygospodarować czas na ćwiczenia to istnieją aplikacje, które można ściągnąć i one przypominają o oddechu 🙂

IMG_0929

 

WDZIĘCZNOŚĆ

Podobno człowiek zawsze stoi u podnóża swoich potrzeb. Dążenie do  celu nie jest niczym złym oczywiście, ale nie może przysłaniać nam tego, co jest najważniejsze. „Jeden z najtragiczniejszych przejawów ludzkiej natury to skłonność do odkładania życia na później. Wszyscy marzymy o jakiś bajkowych różanych ogrodach gdzieś za horyzontem, zamiast po prostu cieszyć się różami, które zakwitły właśnie pod naszym oknem” (Dale Carnegie). Ci, którzy codziennie praktykują wdzięczność i doceniają to, co mają są nie tylko bardziej zadowoleni z życia, mniej zestresowani, ale również bardziej aktywni fizycznie i znacznie mniej podatni na problemy zdrowotne. Warto poświęcić w ciągu dnia choćby 3 minuty, aby wypisać 3 rzeczy, za które jesteśmy danego dnia wdzięczni. To ćwiczenie poprawia połączenia neuronowe, co sprawia, że nasze życie staje się coraz szczęśliwsze.

AFIRMACJE

Drugim ćwiczeniem, które również uszczęśliwia nasze serce i mózg to praktykowanie afirmacji. Polega ono na powtarzaniu pozytywnych stwierdzeń na temat naszej osoby, co sprawia, że zaczynamy w nie wierzyć. „Wszystko jest energią. Dostrój się do częstotliwości tego, czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością. To nie filozofia, to nauka” (Albert Einstein). Afirmacje to znakomite ćwiczenie, aby wyrobić sobie nawyk pozytywnego myślenia! Wystarczy codziennie usiąść w spokoju i wypisać 3 pozytywne stwierdzenia na temat własnej osoby lub sytuacji-co mam, czego doświadczam, co jest moją rzeczywistością. Bardzo ważne jest, aby afirmacje nie zawierały słowa NIE. Przykładowe afirmacje: „Moje życie jest pełne sukcesów”, „Mogę mieć wszystko, czego zapragnę”, „Jestem zdrowa”, „Jestem spokojna”.


MEMOMENT

Są takie praliny, których nie trzeba nikomu rekomendować. Ich smak jest tak niesamowity, że gdy po raz pierwszy ich spróbowałam to odleciałam! Rozpływające się w ustach aksamitne nadzienie otoczone kruchą, mleczną czekoladą… Po latach odkryłam, że jeszcze lepiej smakują z zamrażarki i przepadłam totalnie. Uwielbiam te chwile, gdy mam zapas pralinek Lindor i chwilę dla siebie. To są moje takie małe chwile, momenty, gdy nie ma dzieci i mogę rozkoszować się ciszą. To jest taki #memoment, który polecam i Wam. Zjedzenie pralinki potraktujcie jak doświadczenie duchowe. Delektujcie się powoli nie myśląc o niczym innym.

Ja już od jakiegoś czasu próbuję wcielać w życie wszystkie z tych ćwiczeń i naprawdę czuję się o niebo lepiej. Co i Wam polecam 🙂

Z okazji Dnia Kobiet…

Wisława Szymborska, Portret kobiecy

Musi być do wyboru,
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
Czarne, wesołe, bez powodu pełne łez
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.

 

Każdy powód jest dobry, żeby sobie sprawić coś pięknego. A już zwłaszcza Dzień Kobiet. A ja wcale nie jestem zwolenniczką prezentów od mężczyzn (no chyba, że chodzi o wino, kwiaty lub diamenty;)). Ja lubię sobie sama wybrać i mam już listę. A Wy nawet możecie ją podsunąć swoim facetom i sprawa będzie załatwiona;) Dziewczyny, kobiety, baby doceniajcie siebie nie tylko od święta. Myślcie o sobie dobrze i dawajcie sobie prawo do błędów, a ja jestem przekonana, że to przyniesie Wam same pozytywne zmiany w życiu!

A poniżej kilka fajnych rzeczy, na których punkcie ostatnio zwariowałam 😉 mam nadzieję, że wybierzecie sobie coś z okazji Dnia Kobiet! Ściskam Was mocno, bo kobiety są silne!

dzien kobiet1. Jaskry to moje ulubione kwiaty! I już jest ich pełno na giełdzie kwiatowej!

2. Widzieliście już sklep ze stałą ofertą sprzedażową od WestwingNOW? Jeżeli nie to zobaczcie koniecznie! Jestem uzależniona od przeglądania ich strony. Znalazłam tam m.in. ten pokrowiec na laptopa

3. Kubki Endeceramics to małe dzieła sztuki, a znajdziecie je tu

4. Moje ulubione szkatułki tu

5. Naszyjnik tu. Teraz jest na niego -30%

6. Mój ostatnio ulubiony krem pod makijaż od Origins. Ma wspaniały, cytrusowy zapach i pięknie matuje twarz.

7. Lusterko stojące tu

8. Przepiękne talerze, które będę niedługo moje!! Tu

9. Stojak na biżuterię tu

10. Limitowana seria zapachów Jo Malone inspirowana angielskimi łąkami. Dostępna w wybranych perfumeriach Douglas.

11. Dyfuzor zapachowy Jo Malone. Pachnie nieziemsko i czuć go w całym mieszkaniu!

 

 

Aranżacja stołu karnawałowego

Mam takie wrażenie, że ostatnimi czasy zapominamy o karnawale. Albo może to tylko ja nie tańczę, nie śpiewam i nie piję kolorowych drinków. Zabawa to jeden z pierwiastków kultury, człowiek to  „homo ludens”,  istota bawiąca się. Dlaczego coraz mniej korzystamy z tego czasu, kiedy szaleństwo jest wręcz wskazane? Też zadajecie sobie to pytanie?

Jakoś w tym roku szybko minął mi styczeń. Nawet nie zdążyłam się zorientować, że zaprzepaściłam cały miesiąc, który powinnam przebalować. Mógł to  być karnawał niczym z Rio de Janeiro. Mogłam jeść bez ograniczeń i tańcować na stołach, a żadnego baletu nie zaliczyłam. Ba, nawet na spotkaniu ze znajomymi nie bylam. Na szczęście w porę się zorientowałam i jeszcze zdążę prywatkę zorganizować. Wy też  zdążycie, więc śpieszę z pomysłem na stół karnawałowy…

Bardzo lubię takie spotkania z przyjaciółmi, przy wspólnym stole. Każdy przynosi jakieś dania i zawsze brakuje miejsca na stole. Od kiedy wszyscy mamy dzieci jest to nasza ulubiona forma spotkań.

Wracając do stoły karnawałowego…W tym roku postawiłam na odrobinę srebra i złamaną biel. Proste naczynia od Black Red White, które są praktyczne i ładne jednocześnie. To lubię najbardziej. Minimalizm i prostotę. Białe świece, delikatne dodatki. Bez zbędnych świecidełek. Zaszaleję za to ze słodyczami 😉 w tym roku upiekłam bezę z orzechami i daktylami, wyszła po prostu perfecyjna! Przepis znajdziecie na końcu wpisu.

Zestaw talerzy tu

Patera tu

Karafka na wodę tu

Kieliszki do wina tu

Sztućce tu

Szklanki tu

Produkty z aranżacji:

Kieliszki tu

Karafka tu

Szklanki tu

Zestaw talerzy tu

Patera tu

Sztućce  tu

 

Dacquoise czyli beza z orzechami i daktylami*

Składniki na blaty bezowe:

-białka z 6 jajek

– szczypta soli

-300 g drobnego cukru do wypieków

-2 łyżki cukru trzcinowego demerara

-1 łyżeczka octu winnego lub soku z cytryny

-8 suszonych daktyli, drobno pokrojonych

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Dużą blaszkę wysmarować masłem, wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze narysować dwa okręgi o średnicy ok.23 cm.

W misie miksera ubić białka ze szczyptą soli, na sztywną pianę. Dodawać stopniowo cukier, łyżka po łyżce, cały czas ubijając, do powstania sztywnej, błyszczącej piany. Dodać octu winnego lub soku z cytryny i zmiksować. Dodać daktyle, delikatnie wymieszać szpatułką.

Masę bezową wyłożyć na zaznaczone na papierze okręgi, delikatnie wyrównać.

Wstawić do nagrzanego do 180ºC piekarnika. Po 5 minutach zmniejszyć temperaturę do 140ºC i piec przez 90 minut. Wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i zostawić do wystygnięcia na kilka godzin lub całą noc.

Składniki na krem:

  • 250 g serka mascarpone, schłodzonego
  • 300 ml schłodzonej śmietany kremówki 30% lub 36%
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 150 g masy kajamkowej
  • pół szklanki posiekanych orzechów włoskich
  • 10 posiekanych daktyli

Serek Mascarpone wymieszać z masą kajamkową na gładką masę.

Śmietanę kremówkę i cukier puder ubić na sztywno. Delikatnie dodać do masy z Mascarpone.

Dodać bakalie i delikatnie wymieszać.Przełożyć blaty kremem.

Smacznego i miłego świętowania 🙂

*przepis pochodzi ze strony Moje Wypieki

 

 

Taki był grudzień…

Czy to już koniec stycznia? 😉 Trudno mi to uwierzyć, bo jeszcze obmyślam postanowienia noworoczne. Wiem, mam refleks szachisty;) I bardzo chciałam z Wami tutaj na forum podzielić się moimi przemyśleniami. Najważniejsze jest jednak to, żeby zrobić co w naszej mocy, by iść do celu, prawda? Na luzie. Na dzisiaj na pewno wiem, że w nadchodzącym roku chcę:

  1. Mieć więcej cierpliwości do moich dzieci (ech ;)))))
  2. Praktykować wdzięczność (podobno dobrze działa wypisanie codziennie wieczorem trzech rzeczy, za które dzisiaj chcemy podziękować losowi).
  3. Być sobą. Robić to, co podpowiada serce. Umysł każe nam udawać, porównywać się z innymi, myśleć o tym, co będzie w przyszłości, oceniać, walczyć i tworzyć oczekiwania. Serce nie udaje, czuje się dobrze ze sobą, nie rywalizuje i nie boi się o przyszłość.
  4. Odciąć się grubą kreską od osób, które podcinają skrzydła. Otaczać się tymi, którzy motywują do działania, pozytywnie nakręcają i wprawiają mnie w dobry nastrój.
  5. Więcej pisać na blogu. Nie jest tak, że nie mam tematów, pomysłu. Wręcz przeciwnie. Materiałów mam pełno. Tylko dlaczego doba jest taka krótka, a dzieci non stop chorują?

To wiekszość na tę chwilę. Mam jeszcze kilka spraw do ułożenia w głowie, ale chyba jestem na dobrej drodze. Jakie są Wasze postanowienia? Robicie w ogóle? Moje się chyba nie za bardzo zmieniły od zeszłego roku, bo wymagają nadal pracy, pracy i jeszcze raz pracy nad sobą. I jeszcze nad organizacją życia codziennego. Ale jak na razie daruję sobie przyrzeczenia typu schudnięcie, czytanie więcej książek czy ograniczanie wina i słodyczy. Na to przyjdzie odpowiedni czas;)

Tymczasem kilka zdjeć z grudnia. Udało mi się odwiedzić Kasię z Agencji Portfolio w jej pięknym showroomie. W końcu obejrzałam na żywo moje ulubione torby w Mako Store i wypiłam kawę z właścicielką Anią. A na koniec miałam przyjemność uczestniczyć w świąteczym spotkaniu z markami Estee Lauder. To był udany grudzień!

Wizyta w showroomie Mako Store:

Impreza świąteczna Estee Lauder:

Prezenty świąteczne last minute

Jeżeli jeszcze nie macie prezentów to z pewnością przyda Wam się lista propozycji last minute. Jeszcze zdążycie zamówić fajne upominki dla siebie i swoich bliskich 😉 Owocnych zakupów!

prezentt

  1. Czerwony sweter &other Stories
  2. Dekoracja choinka BoConcept
  3. Długi naszyjnik z kamieniami Jelly
  4. Rozświetlający puder do twarzy Bobby Brown
  5. Skórzany worek Mako
  6. Pomadka Clinique
  7. Dekoracja ptaszek Skandynawskie.pl
  8. Zegarek Cluse Time and more (na wszystkie nieprzecenione produkty -15% z kodem „deer.home”)
  9. Rękawiczki Lawina Knit
  10. Kule śnieżne Broste Copenhagen
  11. Złota szkatułka Madam Stoltz
  12. Krem pod oczy Estee Lauder

prezenttt

  1. Szal kaszmirowy H&m
  2. Skórzana kosmetyczka Chylak
  3. Zaparzaczka do herbaty Nicolas Vahe
  4. Sweter o luźnym splocie H&m
  5. Świeca świąteczna Candle store
  6. Migdałowy krem do rąk Body shop
  7. Ręcznik z jeleniem Regal Cotton (-10% na pierwsze zamówienie z kodem „deerhome10”)
  8. Dekoracja drewniany słonik Lucie Kaas
  9. Skórzane etui na telefon Chylak
  10. Czapka Wool so cool
  11. Bluzka z falbanką Bunny the star
  12. Przepięknie pachnący krem do ciała Body shop

prezentttt

  1. Piżama Sleepless in Warsaw
  2. Zegarek Daniel Wellington (-15% z kodem „deer.home”)
  3. Zestaw kosmetyków Jo Malone
  4. Pasek do aparatu Black Fog
  5. Torba Przywara Strzałka
  6. Książka „O roślinach”
  7. Wełniane rękawiczki Wool so cool
  8. Kalendarz drewnanie kule The oak man
  9. Skórzane etui na telefon Black Fog
  10. Wełniany szalik Cos
  11. Perfumy Bohoboco
  12. Kolczyki TOUS
  13. Kubek Mosko

Czy Ty też odczuwasz „Rzeczozmęczenie”?

Wolna sobota. Rutynowe odkurzanie, jakieś tam porządki. Otwieram szafę, żeby powiesić rozwalone w przedpokoju kurtki. Nie ma ani jednego wolnego wieszaka, ani malutkiego. Wkurzam się. Nie ma gdzie ich upchnąć, a szafę mamy naprawdę sporą, narożną.  Skąd to się wszystko bierze do cholery?! Wnerwiona przeglądam, co tam wisi takiego i nie mogę znaleźć ani jednej rzeczy, której chciałabym się pozbyć. Znajduję inny sposób-wieszam płaszcze jeden na drugim i tak w nieskończoność. Tak myślę sobie, że sprawdzę, jaką wytrzymałość mają te drewniane wieszadła. A mają sporą.

Poniedziałek. Składam pranie. Przed chwilą zamówiłam chłopcom nowe bluzy z myszką miki w haemie. Była promocja i darmowa wysyłka. Nie mogłam nie skorzystać. Zbliżam się do komody z ciuchami synów. Próbuje posortować skarpety, które już od dawna nie mieszczą się w przegródkach. Sic! Jak mnie to wkurza! Nie lubię jak tak leżą poza swoimi szufladami albo wypadają, gdy próbuję dopchnąć wrota szafki. Nie mogę jej dzisiaj zamknąć, no za dużo napakowałam. Komoda jest pełna po brzegi. Moje dzieci mają stanowczo za dużo ciuchów, a zamówiłam im jeszcze nowe bluzy. Pukam się w głowę.

Wstyd się przyznać, ale nasze mieszkanie pęka w szwach. Mamy za dużo ubrań, pościeli, poduszek (prawdziwa chmara), porcelany, zabawek. Mamy za dużo wszystkiego. Nawet krzeseł mamy za dużo. Miałam z 2 sprzedać, ale byłam z nimi zżyta i nie potrafiłam się ich pozbyć 😉 stoją gdzieś w kącie, bo przy stole się nie mieszczą. Zawsze lubiłam chować nadmiar przedmiotów z pola widzenia, ale doszłam do momentu, gdy po prostu nie mam już kryjówek na nowe artefakty. Czy rzeczywiście jest nam ten cały majdan tak bardzo potrzebny?

Autor książki „Rzeczosmęczenie” James Wallman namawia ( i bardzo słusznie) by odwrócić się od materializmu na rzecz eksperientalizmu. Co to takiego?  To idea, według której szczęście w życiu możemy osiągnąć dzięki doświadczeniom, a nie rzeczom. Że mijają czasy, gdy kształtowaliśmy swoją tożsamość poprzez pryzmat posiadanego majątku, a innych tak też ocenialiśmy. Mamy dość przedmiotów, kupowania, wiecznego skupiania uwagi na pieniądzach. Chcemy więcej doświadczać, smakować, oglądać, słuchać. Zatracać się w tym, co nas otacza. Spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi. Chcemy mieć pracę przyjemną, choć nawet mało płatną, niż harować 6 dni w tygodniu za większe pieniądze u szefa tyrana. „Zamiast kupować, przeżywaj, a z dużym prawdopodobieństwem osiągniesz szczęście” przekonuje autor.

Na szczęście Wallman nie karze nam pozbyć się wszystkiego jak leci i żyć w ascezie. Chodzi raczej o zmiany w naszych głowach i zrozumienie, że nowe przedmioty wokół nas nie sprawią, że będziemy bogatsi, w pewnym momencie zaczną nas przytłaczać. Już jesteśmy wystarczająco przeładowani bodźcami, przeciążeni. Gromadzenie dóbr materialnych to wyścig, w którym w ostatecznym rozrachunku jesteśmy zawsze przed metą, zestresowani i pełni lęków. Zawsze stoimy u podnóża swoich potrzeb.

Co proponuje, zatem autor wszystkim zmęczonym za dużą ilością rzeczy? Po pierwsze pozbycie się wszystkiego, co nam zalega, nie jest już potrzebne. W książce znajdziemy na to 5 sposobów. Po drugie oprzeć się pokusie kupowania nowych gadżetów. W końcu po czystkach mamy tyle miejsca w szafach. Po trzecie proponuje przez pewien okres czasu przenosić wydatki z przedmiotów na rzecz czegoś, co możecie zrobić. Wyjście do teatru, wycieczka za miasto…dzięki takiemu ćwiczeniu odzwyczaimy się powoli od przymusu kupowania nikomu niepotrzebnych drobiazgów.

Jeżeli macie ochotę po więcej to koniecznie sięgnijcie „Rzeczozmęczenie”. Uważam, że jest to książka którą każdy powinien przeczytać. Cieszę się, że trafia w moje ręce i uświadomiła mi tyle ważnych rzeczy. Wydaje mi się, że ta idea eksperientalizmu już od jakiegoś czasu kiełkowała w mojej głowie, choć nie byłam tego do końca świadoma. Zabieram się zatem za sortowanie mojego dobytku i wyprzedaż garażową.

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

 

„Jakoś to będzie. Szczęście po polsku”

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Jeszcze niedawno tak gorliwie czytaliśmy i uwielbialiśmy duńskie hygge, a jak się okazuje my Polacy też mamy swoją definicję szczęścia. „Zapomnijcie o hygge, bo jakoś to będzie!”.

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, co dla większości naszych rodaków oznacza zadowolenie z życia? Jeżeli nie to ta pozycja jest doskonała, żeby wreszcie dowiedzieć się, co w kraju nad Wisłą oznacza szczęście. Całkiem fajnie sobie uzmysłowić, że Polacy też potrafią cieszyć się życiem, prawda?

Mieszkam w Gdyni, jest to miasto, w którym nigdy nie pada 😉 (żarcik, tutaj pada mam wrażenie cały czas) od lat najszczęśliwsze miasto w Polsce (wg raportu o Polsce i Polakach). Fakt, większość Gdynian jest bardzo związana z nadmorskim pejzażem, bogatą roślinnością, świeżym powietrzem i lasami. Podobno mieszkanie tutaj sprzyja wydzielaniu hormonów szczęścia właśnie ze względu na naturalne środowisko. Tutaj żyje się inaczej, wolniej.  Ale jak się okazuje nie tylko to sprawia, że zarówno Gdynianie, jak i mieszkańcy pozostałych polskich miast są jednak bardzo zadowoleni z życia.

Autorzy książki znaleźli kilka naszych cech narodowych, które sprawiają, że życie jest dla nas satysfakcjonujące. Są to gościnność, ułańska fantazja, przywiązanie do rodziny, zaradność, duchowość, narzekanie, ironiczne podejście do życia, pracowitość oraz uwielbienie do świętowania. Dla Polaków niemożliwe jest możliwe! Skądś to znacie? 😉 Wszystkie te cechy przekładają się wbrew pozorom na nasze szczęście! Dlaczego? Nie mogę Wam zdradzić, musicie koniecznie sięgnąć po książkę!

Lekturę na pewno umili Wam piękne wydanie, z niezliczoną ilością ładnych fotografii. Znajdziecie tu wiele ciekawostek, anegdot, podreperujecie wiedzę o polskich designie i modzie (specjalne miejsce jest oczywiście zarezerwowane dla mojej ulubionej ceramiki bolesławieckiej). Poczytacie o tym, co znani i lubiani mówią o naszym narodzie.

Mam nadzieję, że książka zostanie niebawem przetłumaczona na język angielski, by ‘inni’ też mogli nas poznać;)

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

W zdrowym ciele zdrowy duch

Mens sana in corpore Sano. W zdrowym ciele zdrowy duch. Słowa po raz pierwszy pojawiające się satyrach rzymskiego poety  Juwenalisa stały się dzisiaj aktualne jak nigdy wcześniej. Świadomość społeczna dotycząca żywności i jej produkcji chyba już dawno nie była tak duża. I to w momencie, w którym ilość przetworzonej i niezdrowej żywności, o ironio, zalewa wręcz rynek.

Ile razy uświadomiony człowiek staje przed dylematem jeść czy nie jeść. Poddać się chęci pożarcia opakowania cukierków z syropem fruktozowym albo ciasteczek z olejem palmowym? Czy upocić się w kuchni w procesie tworzenia ulubionej szarlotki? Tak, dzisiejsze czasy zdecydowanie obfitują w decyzje o sporym wpływie na nasze zdrowie i kondycję. Wiedzieliście, że wyżej wspomniany olej to źródło wysoko nasyconych kwasów tłuszczowych, które podnoszą poziom cholesterolu? Natomiast proces jego zbioru szkodzi środowisku poprzez dewastacje lasów deszczowych? Sprawia to, że np. Indonezja urosła do trzeciego kraju na świecie pod względem emisji dwutlenku węgla. Znajduje się on niestety w większości słodyczy, to samo tyczy się syropu fruktozowego, który powoduje zaburzenia w metabolizmie i jest uważany za epidemię otyłości w naszym społeczeństwie. Powoduje bowiem zaburzenia odczucia głodu i sytości.

Dobre wybory to zatem kroki ku witalności i dobremu samopoczuciu, ale również ku ochronie środowiska naturalnego. Bierzemy odpowiedzialność za siebie i innych.

Ostatnio bardzo doceniłam gotowanie na parze. Jest to najzdrowsza metoda obróbki żywności, która pozbawia dania najmniejszej ilości wartości odżywczych.  Czy wiecie, że gotując warzywa w wodzie tracą one do 70% witaminy B oraz C, a także duże ilości witaminy A oraz E? Przy gotowaniu na parze straty te wynoszą do 30%. Różnica jest dość znaczna. Dodatkowo, podczas gotowania na parze temperatura może osiągać nawet do 120 stopni, w wodzie jedynie 100 stopni. Para natomiast wydobywa z produktów naturalnie występującą w nich sól. Nie musimy ich więc już solić. Warzywa są sprężyste, jędrne i zachowują swój naturalny smak i kolor. Gotując w wodzie łatwo jest je rozgotować, przez co stają się niesmaczne i tracą na wyglądzie. Na parze bardzo dobrze jest gotować mięso i ryby, jest to również najzdrowszy sposób ich przygotowania, są lekkostrawne i zawierają o wiele mniej tłuszczu niż smażone i pieczone mięsiwa. Z sukcesem można również gotować różne odmiany ryżu, dzięki czemu będziemy cieszyć się ich niesamowitym, naturalnym smakiem.

Wkład do gotowania na parze STABIL dostosowuje się wielkością do garnka, przez co ciepło nie ucieka. Możemy przygotowywać jednocześnie wiele potraw na raz, dzięki czemu oszczędzamy czas i energię. Wszystkie naczynia do gotowania IKEA są energooszczędne. Ja przygotowałam w jednym czasie szparagi na obiad i bób na deser 😉 Przypinana rączka to dodatkowy atut. Gdy nasze potrawy są już gotowe, a wkład się nagrzeje, przypinamy uchwyt i bez problemu możemy wkład z zawartością wyciągnąć z garnka. Oprócz tego naczynie zajmuje niesamowicie mało miejsca, jest ładnie i porządnie wykonane i można je bez problemu postawić na stole nawet, gdy mamy gości.

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Nie wiem jak Was, ale mnie gotowanie na parze wciągnęło bez reszty, zwłaszcza teraz, kiedy lato rozgościło się u nas na dobre i przydałoby się jeszcze trochę zadbać o sylwetkę. A jeżeli nadal nie macie pomysłu na dzisiejszy  obiad to polecam Wam makaron z krewetkami, szparagami, czosnkiem i tartym parmezanem. Niebo w gębie!

Aby go przygotować będziecie potrzebowali:

– 12 sztuk krewetek królewskich

– 6-7 zielonych szparagów

– ok. 200gr makaronu, u mnie grube wstążki z dodatkiem szpinaku

– tarty parmezan (wedle uznania)

– 2 ząbki czosnku, 2 łyżki oliwy, sól, pieprz

– Krewetki opłukać i podsmażyć przez 2 minuty z każdej strony, na pogrzanej oliwie z wciśniętym czosnkiem (krewetki można wcześniej obrać, ja zostawiłam w całości). Posolić i popieprzyć do smaku.

– makaron ugotować all dente z odrobiną soli

– w szparagach ułamać zdrewniałe końce, umyć i ułożyć na wkładzie do gotowania na parze. W garnku ugotować wodę tak, aby nie stykała się z wkładem. Szparagi gotować all dente.

– makaron wrzucić do krewetek, wymieszać. Dodać pocięte szparagi oraz obficie posypać parmezanem. Smacznego!

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset

Processed with VSCO with hb1 preset