Jak dobrze nakryć do stołu i nie stracić przy tym głowy

Trochę mi zajęło, żeby zrozumieć, że perfekcyjną panią domu nie będę. Że nie musi być idealnie, że świat się nie zawali, jeżeli czasami odpuszczę. Muszę przyznać, że w przeszłości często zdarzało mi się przeceniać swoje możliwości, jeżeli chodzi o organizowanie wszelkich uroczystości rodzinnych, spotkań z przyjaciółmi czy nawet wizyt sąsiadek. Sprzątałam, picowałam, gotowałam jak szalona. Koniec końców, byłam bez sił i nie miałam wystarczająco wigoru na samą imprezę. Nie wystarczało mi też czasu na ładne przygotowanie stołu, skupiałam się tylko na tym, by zdążyć z jedzeniem na czas. Nad dekoracją, prawidłowym ustawieniem szklanek nie było czasu myśleć.

I zawsze tak sobie marzyłam, że przygotuję pięknie przybrany stół, z rozłożonymi sztućcami, serwetkami i kwiatami. Nic bardzo skomplikowanego, ot takie zwykłe, ale miłe dla oka przybranie. Nie wiedziałam, że to daje aż tyle satysfakcji i że zgarnę aż tyle pochwał 😉  Warto czasem zamówić choć część jedzenia czy ciasta, a samemu bez pośpiechu celebrować chwile, skupić się na przyjemności przystrajania, spokojnego przygotowania. Bez ciśnienia i ze spokojną głową. Goście na pewno podłapią ten luz i będą się czuli u nas swobodnie, jak u siebie w domu.

Aby i Wam pomóc w przygotowaniu imprez domowych przygotowałam kilka rad, jak sobie poradzić z nakryciem stołu. Może uda mi się zainspirować Was prostym i minimalistycznym stylem, bo takie lubię najbardziej, a także opowiedzieć o tym, jak alternatywnie podejść do zastawy i dekoracji.

Przy okazji – ja sama musiałam sprawdzić w jaki sposób należy ustawić sztućce. Prawidłowe ich ułożenie, a także zrobienie tego odpowiednio wcześniej jest ogromnym ułatwieniem dla gospodarza i gości. Nikt nie musi już sobie podczas spotkania zawracać głowy gorączkowym szukaniem łyżeczki czy noża. Pamiętajmy oczywiście, że warto je dokładnie wypolerować i sprawdzić pod względem czystości. Odciski palców czy co gorsza pozostałości po jedzeniu są nie do przyjęcia 😉

Generalnie sztućce rozstawiamy w zależności od tego, jakie dania będą serwowane i w jakiej kolejności. Jeżeli pierwsza jest zupa, łyżkę układamy od zewnątrz, z prawej strony. Jeżeli następnie jest danie główne to obok talerza, a przed łyżką układamy nóż. Widelce układamy z lewej strony talerza, a łyżeczki i widelczyki do deserów u góry. 

Ja używam obecnie zestawu sztućców BILDAD z IKEA – są proste, zgrabne, minimalistyczne i wykonane ze stali nierdzewnej. Można je myć w zmywarce i nic się z nimi nie dzieje. Mój zestaw porcelany to ponadczasowa seria OFANTLIGT. Pasuje do każdego wnętrza i w zależności od dodatków zmienia swoje oblicze. Jeżeli zestawimy ją z drewnem, lnem, dodatkami z bambusa i trawy morskiej możemy uzyskać styl boho. Jeżeli wykorzystamy szkło ze srebrnymi lub złotymi dodatkami, duże mosiężne świeczniki lub wazony będzie świetnie komponowała się ze stylem glamour. Jeżeli natomiast lubimy minimalistyczny skandynawski design to (tak jak u mnie) możemy ją  zestawić ze świecznikami LYSTER lub ÄDELHET, ze szklankami FRASERA (są do whisky, ale ja ich używam do wody) oraz serwetkami GRUPPERA, które są wykonane z miłej bawełny.

Do tego zestawu talerzy i miseczek świetnie wyglądają moje ulubione młynki z drewna akacjowego INTRESSANT oraz deski FASCINERA z drewna mango. Młynek i kieliszki kupiłam w IKEA przed świętami Bożego Narodzenia i używam ich non stop. Warto przed każdą uroczystością kupić jedną lub dwie rzeczy na stół i tak powoli skompletować całą, piękną zastawę stołową. Ja właśnie w ten sposób robiłam i mam już wszystko! 

Moje kieliszki są w tej chwili niedostępne (tak, jak wspominałam to była kolekcja grudniowa), ale gdybym teraz miała wybierać z pewnością zdecydowałabym się na serię FRAMTRÄDA lub KONUNGSLIG. Obie można myć w zmywarce i są wykonane z grubego szkła, więc nie będziecie musieli martwić się, że łatwo je zbijecie. Wypadki się oczywiście zdarzają, więc kupcie na wszelki wypadek o dwa więcej na zapas.

I bardzo chciałabym polecić Wam jeszcze jedną piękną, pasującą do każdego wnętrza rzecz na stół – paterę FÖRÄDLA. Jest z nami już rok i super mi służy na wszystkich uroczystościach do serwowania ciasta lub owoców. Jest łatwa do rozkręcenia, więc jej przechowywanie nie jest problemem.

Sprzedam Wam jeszcze tip jak zyskać więcej miejsca na różne akcesoria stołowe czy przekąski. Jeżeli macie bardzo mały stół i ledwo mieścicie potrawy, a co dopiero deski czy młynki to koniecznie sięgnijcie po stolik/barek na kółkach. Można na nim trzymać dodatkowe szklanki, sztućce i w zasadzie wszystko, na co zabrakło wam miejsca na stole. Do tego bardzo łatwo go przetransportować na drugi koniec jadalni. We wnętrzach minimalistycznych, skandynawskich czy rustykalnych polecam ten z serii IKEA PS 2017. Jeżeli kochacie styl boho to na pewno oszalejecie na punkcie rattanowego stolika na kółkach LUBBAN. W przypadku aranżacji industrialnych zwróćcie uwagę na stary, dobry RÅSKOG. Jest w trzech kolorach i myślę, że każdy znajdzie odpowiedni dla siebie! 

Do aranżacji użyłam:

Post powstał we współpracy z IKEA.

 

 

Lato w mojej kuchni

Słońce zdecydowanie postawiło mnie na nogi. Przyjemne ciepełko zrelaksowało zmęczony umysł i ciało. Nie wiem czy są przyjemniejsze momenty w życiu niż błogie nic nierobienie na łonie natury (ja wolę w cieniu jednak) czy grill na działce. Zapach skoszonej trawy, lniana spódnica, kosz truskawek, siaty niesione z warzywniaka, smród gotującego się bobu i zimne Prosecco w ogródku restauracyjnym. Dzieci ubrudzone lodami chuśtające się do nocy na balkonie, delikatne światło lampek po zachodzie słońca, ciepłe, długie wieczory i otwarte okna na oścież w całym domu. Po prostu błogość, o którą nie trzeba się starać, wystarczy się jej oddać.

Lato proszę Państwa nadeszło i mam nadzieję, że zostanie z nami, bo dobrze mi robi zdecydowanie…Zorganizowałam owocowe przyjęcie, na które zapraszam nikogo innego jak Was :))

 

 

 

 

 

Zastawa i szkło Lyngby przyjechała do mnie prosto z Dani i nie mogę się wprost nią nacieszyć! Wcześniej miałam tylko wazony i kubki, które są zdecydowanie moimi ulubieńcami. Ponadczasowa, prosta i wprost idealnie podkreśla piękno serwowanych dań oraz kwiatów! Zgadzacie się? 😉

W Polsce znajdziecie je m.in. w sklepie House Shop

 

Hedonizm w wersji domowej, czyli co mają nowe kawy mleczne Nespresso do szczęścia tu i teraz

Czekanie to istota ludzkiej natury. Czekamy na lato, na weekend, na święta…czekamy aż dzieci dorosną, aż zaczną mówić, aż zdejmą pieluchy…jak już to wszystko się wydarzy znajdujemy nowe momenty „do czekania”. 

Kiedyś, gdy byłam jeszcze młoda i piękna, w zasadzie ciągle żyłam od chwili do chwili, od momentu do wydarzenia. Pozostały czas był jakby w zawieszeniu, wpół oddechu. Czekałam aż końcu schudnę i ubiorę wymarzoną kieckę czy ulubione jeansy sprzed matury (wtedy na pewno osiągnę szczęście życiowe i sukcesy same zapukają do drzwi), czekałam aż znajdę dobrą/lepszą pracę (w starej męczyłam się okrutnie), czas mijał mi od weekendu do weekendu, od urlopu do urlopu. W międzyczasie w myślach planowałam i marzyłam jak będzie wyglądała na chwila, na którą tak nie mogę się doczekać.

Czekanie zaczęło mi ciążyć. Nie pamiętam dokładnie w którym momencie, może tuż po drugim porodzie? Może jak dzieci odkleiły się od mojej nogi. Przestało mi się podobać, bo zaczęłam się dusić w tym czekaniu, szczęście zawsze było gdzieś poza, niby tuż za rogiem, ale ciągle odległe. A może to bagaż lat, doświadczeń. Myśl, która od jakiegoś czasu mi chodzi po głowie z łzami w oczach-„to są nasze najlepsze dni”, dzieci rosną, usamodzielniają się, a ja młodsza nie będę? 

Cokolwiek to nie było, sprawiło, że doceniłam tu i teraz. Że nie warto czekać na weekend, wiosnę, urodziny żeby świętować życie, celebrować chwilę, docenić małe gesty, obecność ukochanych ludzi. Wypić ciepłą kawę z pianką i cieszyć się jej smakiem jak gdyby to była ostatnia kapsułka na ziemi. Lepiej może już nie być, bo przecież jest idealnie! Wystarczy to sobie uświadomić.

Nawet siedząc w domu z dziećmi mam swoje małe ceremoniały, chwile hygge, małą odskocznię, która pomaga mi się odprężyć i zawsze poprawia humor. Jest nią oczywiście kawa. Parzenie pachnącego napoju bogów to najprzyjemniejsza chwila dnia i możemy ją sobie zorganizować kiedy tylko mamy ochotę i potrzebę. Wybieranie kapsułki to także mój mały rytuał, lubię mieć  duży wybór smaków i aromatów i oczywiście od razu kupuję wszystkie nowości, a potem testuję, testuję…

Nowa linia Nespresso BARISTA CREATIONS dla miłośników białej kawy to mój absolutny ulubieniec ostatnich dni. Można z niej wyczarować prawdziwe cuda dla zmysłów, wariacje o delikatnym i przyjemnym smaku! Tak! Biała kawa to zdecydowanie moja bajka i koniecznie z mlekiem kokosowym. Już sam wygląd i kolor kapsułki sprawia, że mam ochotę ją parzyć w nieskończoność. Do wyboru macie trzy smaki CHIARO, SCURO i CORTO (które wchodzą na stałe do oferty Nespresso i mojego domu). Pierwsza po dodaniu mleka uwalnia aromaty karmelu i herbatników, druga zbóż i orzechów, zaś trzecia jest nieco pikantna, o gęstej konsystencji i odważnym aromacie. Inspirowane są kolejno metodą parzenia przez baristów z Brooklynu, Melbourne i gorącej Hiszpani. Brzmi kusząco prawda? 

To co dacie się ponieść chwili z pyszną, białą kawą, która smakuje jak od prawdziwego baristy? Spokojnie, bez pośpiechu, delektując się każdą dawką ulubionego smaku? Ważne jest tu i teraz…

Post powstał przy współpracy z Nespresso. Jak wiecie już od bardzo dawna jestem wierna fanką ich kawy. Oddaję także zawsze kapsułki do recyclingu, co uważam za mega sprawę! A już w najbliższy weekend (10-12.05.2019) zamierzam odwiedzić stoisko marki na Electronics Show w Warsaw Expo Ptak, gdzie będą zaprezentowane najnowsze rozwiązania technologiczne i koncepty! Przebieram nóżkami, bo mam nadzieję przywieźć dla Was jakieś newsy i zaskakujące rozwiązania! Wybieracie się na te targi?

Śniadanie, które odczaruje trudne poranki

Czasami warto zacząć dzień wolno, bez pośpiechu, odpuścić wszelkie poranne zajęcia, plany i spotkania. Pośpiech jednak, który notabene na własne życzenie sobie funduję w tygodniu nie ma z filozofią slow life nic wspólnego. Niestety, nie chodzę spać o 22 z lekką, relaksującą lekturą do poduszki by o 6 rano kwilić jak skowronek na wiosnę. Budzę się zazwyczaj nieprzytomna, za późno i jeszcze przez chwilę nie mogę dojść do siebie. Wina jest moja poniekąd, przyznaje się. Kiedy wieczorem o 23 włączam film akcji powinnam być świadoma, że do 1 w sen raczej nie zapadnę. Nie potrafię odmówić sobie tej wieczornej przyjemności obejrzenia czegoś fajnego bez wtóru dziecięcej kłótni, wyrwać tych dwóch godzin na fabułę, która dla dzieci się nie nadaje. Skutki takich rytuałów są zazwyczaj okraszone dużą dawką porannego stresu, kanapkami z szynką w biegu, kawą w aucie. Spóźnienie i pokrzykiwanie na młodych przynosi odwrotny skutek od zamierzonego i zamiast być w lekkim niedoczasie, jesteśmy bardzo po czasie. Ot taki standard. Bardzo nieporadnie przychodzi mi nauka na własnych błędach i scenariusz bardzo często się powtarza. Nie ma, jak pewnie się zorientowaliście w tym szaleństwie czasu na poranne rytułały, delektowanie się ciepłym śniadaniem, kawą z pianką czy spokojne snucie się w szlafroku po domu. 

No szkoda, że człowiek dorosły, a tak kopiuje te swoje niemądre schematy. Albo sobie to wybaczę i pogodzę się z własnymi słabościami albo moje poczucie winy doprowadzi mnie na skraj nerwicy 😉 Podchodzę więc do tego porannego szaleństwa z coraz większym spokojem i wynagradzam dzieciom w weekendy. Wtedy celebrowanie poranków jest łatwiejsze i zawsze znajdujemy czas na pyszne, nieśpieszne śniadanie. W ten sposób najłatwiej odczarować u nas ciężkie poranki.

Takim naszym małym rytuałem w wolne dni są pankejki. Standardowo robi je mój mąż, który mógłby je smażyć już chyba z zamkniętymi oczami. Nawet w górach wyczarował stosik ku uciesze narciarzy małych i dużych.

Do placuszków musowo jogurt (nam bardzo smakuje ten naturalny, dwuwarstwowy od Landliebe) i masa owoców. U nas zazwyczaj jagody, borówki, maliny. A jogurciki w małych kubeczkach, żeby małe rączki mogły sobie same nakładać. 

Do przygotowania ciasta potrzebujecie na pankejki:

szklankę mąki

szklankę maślanki

jajko

łyżkę cukru

1/4 szklanki oleju

płaską łyżeczkę proszku do pieczenia

czubata łyżeczkę sody

szczypta soli

Na placuszki nałożyłam:

Jogurt owocowy Landliebe o smaku jeżynowym

Mrożone owoce

Wszystkie składniki zmiksujcie i odczekajcie 10 minut. Po tym czasie nalewajcie łyżkę ciasta na rozgrzaną patelnię. My używamy małej, ale jeżeli macie większą to koniecznie zachowajcie odstępy pomiędzy placuszkami.  Kiedy będą ładnie zarumienione przewróćcie pankejka na druga stronę i powtórzcie smażenie. Podawajcie z ulubionymi dodatkami. Bon appetit!

Jak odświeżyć swoje otoczenie w nowym roku. Moje zdobycze z TK Maxx.

Mam już od lat pewną słabość, którą wyjątkowo dzielę z mężem 😉 Kiedy rzucam hasło zakupów w tym miejscu On mi prawie nigdy nie odmawia, a na miejscu nie jęczy i nie stęka. A co najważniejsze-nie szuka mnie między regałami!
Zapewne każda kobieta wie co to za męka zakupy z facetem (pomijając sprzęt sportowy i elektroniczny). Nudzi się, wyczekuje na zewnątrz, cmoka, robi miny i pyta „Ile jeszcze?”. Do tego nic nie doradzi! Nie sprawia to, że zakupy stają się udane, oj nie. Ja zazwyczaj wtedy niebezpiecznie skracam mój czas w sklepie, mierzę na szybko i nie mam czasu się porządnie zastanowić nad swoimi wyborami. Jestem też w strasznym stresie, bo ja nie znoszę się śpieszyć!
Na szczęście już jakiś czas temu znalazłam sposób na zakupowego marudę. Jest taki sklep, w którym oboje znajdujemy to, czego szukamy-TK Maxx! On zaszywa się na dziale męskim i zaspokaja swój instynkt łowcy, a ja mogę w spokoju szukać skarbów na dziale domowym, który uwielbiam! Upolowałam tam tyle perełek, że już nie zliczę i zawsze w świetnych cenach 😉 Najbardziej ucieszyło mnie lusterko znanej duńskiej marki, które znalazłam pod koniec zeszłego roku. Było to moje marzenie wnętrzarskie od dłuższego czasu i wyobraźcie sobie moją radość, gdy znalazłam je w TK Maxx za 25% ceny sklepowej! Oprócz produktów do domu prawie zawsze wybieram jakąś herbatę (ewidentnie mam do nich słabość), co roku kupuję kalendarze ścienne i książkowe, a ostatnio odkryłam, że na dziale kosmetycznym są świetne akcesoria do pielęgnacji i wiele świetnych mazideł do ciała.
Tym razem jednak miałam plan na kilka fajnych wiosennych dodatków do salonu i mojego domowego biura. Wyszło jak zawsze i wróciłam załadowana po brzegi- z welurowym krzesłem w kolorze fioletowego różu, złotym organizerem na dokumenty, miękkim dywanikiem-futerkiem, dużymi kubkami na herbatę, etui na telefon (świetnej skandynawskiej marki, na który chorowałam od dłuższego czasu) i moim osobistym hitem ostatnich dni-zestawem zapachowym do domu.
Zestaw do aromaterapii, na który zwróciłam uwagę to uspokajający kardamon i rozmaryn, a w zestawie jest zapach z patyczkami, spray do wnętrz i świeca. Mają minimalistyczne, wręcz aptekarskie opakowania i pachną przepięknie. Następnego dnia pojechałam po jeszcze jeden taki zestaw na zapas! W TK Maxx znajdziecie ogromny wybór świec i przeróżnych zapachów do wnętrz i są to marki, których często próżno szukać w Polsce, więc tym bardziej namawiam Was do polowania 
Traf chciał, że większość skarbów, które upolowałam pasowały jak ulał do mojego biurka, więc tę część mieszkania mam odmienioną i w takim otoczeniu dotrwam z radością do wiosny. Do czego i Was namawiam, szukajcie pięknych dodatków w TK Maxx (nowości pojawiają się kilka razy w tygodniu) i rozweselcie swoje otoczenie w nowym roku, a lutowe i marcowe zawieruchy nie będą Wam straszne. Pod warunkiem oczywiście, że już tego nie zrobiliście, wtedy skupcie się na relaksowaniu duszy i ciała aromatycznymi zapachami i kremami i koniecznie zafundujcie sobie wyjątkową mieszankę herbat, mi zawsze pomaga 🙂

 

 

Kawa idealna na święta-Nespresso EXPLORATIONS

W tym roku przeszłam samą siebie-  większość prezentów miałam kupioną już w listopadzie! Jest to co najmniej sukces w przypadku mojej osoby, bo ja przecież wszystko odkładam na ostatnią chwilę 😉 ! Brakowało mi tylko jednego upominku, by zabrać się za coś, co uwielbiam ogromnie, czyli pakowanie prezentów. Zamówiłam w tym roku zestaw pięknych aksamitnych wstążek, szare papiery gładkie i we wzory oraz papierowe dekoracje i mini bombki. Uwielbiam prosty, surowy styl, który co roku przełamuje naturalnymi gałązkami. W tym roku dorwałam eukaliptusa barwionego na miedź oraz gałązki sosny.

Jak wiecie jestem wielką wielbicielką kawy i uwielbiam wszelkie nowości Nespresso. Każdą jedną kupuję do degustacji, to już moja tradycja.  Lubię te nowe wzory kapsułek, i poranne wybieranie, której się dzisiaj napiję. To się wpisało w mój styl życia. Czekam z niecierpliwością na wszelkie nowości i oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok edycji limitowanej  EXPLORATIONS! Ta unikatowa selekcja kaw to cztery różne ich rodzaje, pochodzące z czterech różnych krajów- Galapagos, Dominikany, Nikaragui i Indii. Wszystkie pochodzą ze starannie wyselekcjonowanych plantacji, więc są jedyne w swoim rodzaju. A każda to niepowtarzalna historia opowiedziana wyjątkowym aromatem, za którym kryje się specyficzny klimat miejsc, w którym powstały.

No i wyobraźcie sobie, że brakowało mi jednego prezentu (dla męża mego, któremu nigdy nie wiem co kupić) i nagle znajduje na stronie Nespresso TO!!! Zestaw upominkowy z czterema wyselekcjonowanymi kawami EXPLORATIONS, pięknymi kieliszkami Reveal  by móc jeszcze bardziej delektować się poranną małą czarną i książką, która zabiera w podróż do krajów skąd pochodzą poszczególne kawy. Wszystko zapakowane w przepiękne pudełko. Czyż to nie jest idealny zbieg okoliczności?

W komplecie znajdziecie dwie rodzaje kaw estate, z ziaren single origin, które uprawia się wyłącznie na jednym, wydzielonym polu z wielkiej plantacji. Są to: India Mylemoney, o aromacie zboża i skórki chleba oraz Nicaragua Las Marias o owocowo-zbożowych nutach. Pozostałe dwie to pochodzące z wysp- kawy typu single origin- Galapagos Santa Cruz o słodkich nutach zbóż i ciasteczek oraz Republica Dominicana Valle Del Cibao z aromatami orzechów i zielonych owoców. Każda z nich to wynik ogromnego doświadczenia plantatorów i zaskakująca historia niesamowitych zakątków naszej ziemi. „Nie ma nic lepszego niż kawa w filiżance, która z każdym łykiem odkrywa przed Tobą historię swego pochodzenia, a miejsce, gdzie dojrzewa[…] odgrywa kluczową rolę w przypadku jej charakterystycznego smaku”. Wyobraźcie sobie, że po samym przebudzeniu przenosicie się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki np. na Galapagos Santa Cruz, na wodach Pacyfiku, gdzie współdziałające ze sobą siły oceanu i słońca „tworzą mikroklimat i sprzyjające warunki do rozkwitu na lądzie”. Dzika przyroda, bujna roślinność, żółwie, które nawożą teren to wszystko sprawia, że ta kawa jest tak wyjątkowa i powstaje w wyniku harmonijnego współdziałania człowieka i natury.

Ja pisząc ten tekst nabrałam takiej ochoty na kawę, że z chęcią rozpakowałabym już kartonik i natychmiast oddała się degustacji któreś z czterech nowości Nespresso, ale niestety muszę się powstrzymać. Podkradnę mężowi po świętach i razem udamy się w podróż na Dominikanę, do Nikaragui, na Galapagos i do Indii! Piękne plany prawda?

A skoro mam już ostatni, ten najważniejszy prezent to zapraszam Was do mnie na pakowanie 🙂 Mam nadzieję, że zainspiruje Was nie tylko pomysłem na prezent dla kogoś bliskiego, ale również na niesztampowe pakunki.

Do pakowania moich prezentów zazwyczaj używam szarych papierów, nie przepadam za świecącymi i tymi o bardzo żywych kolorach. Nie lubię też kupnych torebek-prawie nigdy mi się nie podobają, a jeżeli już coś ładnego znajdę to cena na metce mnie skuteczne odstrasza 😉 W tym roku podobnie jak w zeszłym stawiam także na aksamitne wstążki w różnych kolorach, jutowy sznurek, papierowe dekoracje w kształcie złotych jeleni, małe bombki i oczywiście gałązki. Bardzo lubię eukaliptusa, który cudnie pachnie, ma piękne sztywne listki i można go dorwać w świątecznych kolorach- złotym i srebrnym. Ale równie piękny jest naturalny, zielony.

Processed with VSCO with a4 preset

Processed with VSCO with a4 preset

 

 

 

 

Prezent świąteczny, który zawsze się sprawdza – karta podarunkowa Tk Maxx

Święta Bożego Narodzenia to najpiękniejszy czas w roku. Są tacy, którzy już w listopadzie planują potrawy, dekoracje, ekscytują się pierwszym  grudnia, bo wtedy można już legalnie puszczać świąteczne utwory i postawić choinkę. Inni uciekają na święta, planują dalekie podróże, wykupują wycieczki na Bali i stoje kąpielowe. Oni nie chcą świątecznego przepychu, nie kręcą ich spotkania rodzinne, szaleńcze wyprawy za prezentami i lepienie pierogów. Zamiast śledzia wybierają kokosy, wiatr we włosach i szum fal. Nie muszą w sumie kupować też prezentów. Ale to jest akurat wielka frajda, którą ja uwielbiam i nawet jeżeli jakimś zbiegiem okoliczności udam się któregoś roku na egzotyczną wyspę to prezenty kupię i tak, bo uwielbiam obdarowywać!

Kocham też święta! Widok aut z zaśnieżoną choinką na dachu, świąteczne utwory  w odbiorniku, zapach suszonych grzybów i pierniczków. Lubię ten czas oczekiwania, lampki na ulicach wieczorami i kiczowate, plastikowe dekoracje-mikołaje, które bez pardonu wiszą na rynnach czy balustradach. Zupełnie nie przeszkadzają mi półki w sklepach wypełnione po brzegi dekoracjami, girlandami, pudłami na prezenty i wstążkami. Nawet przebrany Mikołaj rozdający najtańsze cuksy w galerii handlowej mi nie przeszkadza! Dzieci dużo mocniej odczuwają podekscytowanie świętami i każdy taki malutki bodziec, detal jest dla nich magiczny. Tak, święta z dziećmi nabierają innego wymiaru!

Jest tylko jedna rzecz w tym przedświątecznym czasie, która zawsze mnie trochę męczy i spędza sen z powiek-wybieranie odpowiednich, pięknych prezentów, które ucieszą, zaskoczą. Zazwyczaj z łowów wracam z niepełną listą, bo to co sobie wymyśliłam okazuje się niedostępne, za drogie lub nie końca takie jakie się spodziewałam. A nic tak mi nie psuje humoru jak kupowanie upominków na siłę. Nie znoszę właśnie z tego powodu kupowania na ostatnią chwilę. Wtedy niemalże pewnym jest, że będę musiała wziąć coś, do czego nie będę przekonana. A tego bardzo nie lubię.

Już od wielu lat, na kilka tygodni przed świętami zapuszczam się do sklepu TK Maxx, zawsze tu kupuje piękne papiery do pakowania, wstążki, ozdoby na choinkę, kule śnieżne (w tym roku są piękne białe) , i puszki z ciastkami! Trochę wstyd się przyznać, ale jestem uzależniona od ich herbat i ostatnio do mojej spiżarki trafiło chyba z 10 różnych rodzajów 😉  Kocham ich poduchy z motywami zimowymi i kocyki w reniferki. I co roku kupuję zestaw pięknych kartek świątecznych, które rozsyłam rodzinie i przyjaciołom. Na magię świąteczną tego sklepu jestem zupełnie nieodporna, ale to mi w ogóle nie przeszkadza! Uwielbiam wyjątkowe smaki, piękne printy i niespotykane formy, a to wszystko tutaj znajduje.

Wracając do prezentów, jakoś tak już natura ukształtowała dzieci, że zawsze wiedzą co chcą dostać, piszą obszerne listy do świętego Mikołaja i rodzice mają ułatwione zadanie. Po prostu wykreślają z listy i ja uważam, że to jest piękne i jakże przydatne 😉

Co innego dorośli. Im czasami ciężko wybrać odpowiedni prezent. I nie piszą już niestety listów, chyba nie wierzą w świętego 😉 No i co tu wybrać skoro tata ma już pięć par kapci i stos nieodpakowanych skarpet, a kuzynka melomanka ma już tyle podwójnych płyt, że ciężko coś wybrać.
Aby oczekiwanie i przygotowania do tego ważnego czasu Was nie przytłoczyły, a kupowanie prezentów nie okazało się ruletką polecam Wam karty upominkowe TK MAXX! Są piękne, możecie załadować je, na jaką chcecie kwotę ( do 999,99zł), a co istotne ważne są bezterminowo i w każdym sklepie. A kupicie jest w każdym salonie Tk Maxx, a także online na https://www.tkmaxx.pl/Karty-Upominkowe.

Ja osobiście kocham buszować w tym sklepie i byłoby mi niezmiernie miło, gdybym sama taki prezent otrzymała J a do kompletu, do karty koniecznie weźcie puszkę herbatki lub ciastek! Niech będzie praktycznie i pysznie!

Zapraszam Was także do wzięcia udziału w konkursie, który odbywa się na FB Tk Maxx, a do wygrania są karty upominkowe o wartości 100zł.

 

 

 

 

 

 

 

Stół wigilijny

Zwierzę Wam się z czegoś. Od kiedy tylko pamiętam robię różne rzeczy na ostatnią chwilę. Egzamin? Tydzień lawirowania na krawędzi, a ostatni dzień przed godziną zero zarwana noc. Przebranie na bal dla dzieci? Wizyta w Tesco na ostatnią chwilę i nerwowe poszukiwanie rozmiaru. Przygotowania do świąt? Na dwa dni przed spisywanie listy zakupów, a następnie decyzja czy posprzątam czy ugotuję (wszystkiego nie zdążę przecież ;)) czy po prostu zarwę kilka nocy. Obowiązkowe odstanie w kolejne w Wigilię rano, bo jak zwykle o czymś zapomniałam. Na szczęście wyleczyłam się już z kupowania prezentów w ostatnim tygodniu przed świętami, ale o tym kiedy indziej.

Reasumują przyznaję się bez bicia, że jestem odkładaczem,  a największą motywację do działania mam kiedy termin przypili, czas się kończy.Rzadko ma to jakiekolwiek plusy, zazwyczaj wkurza mnie niemiłosiernie, obiecuję poprawę, a za chwilę znowu powtarzam stary, zakodowany w głowie proces myślowy i jestem spokojna do czasu deadline’u, po czym wpadam w panikę 😉

Prokrastynacja, bo tak nazywa się moja przypadłość to tymczasem nie jest złe zarządzanie sobą czy czasem! Jak się okazuje to po prostu „pozyskiwanie energii z lęku” (Steve McClatchy), co teoretycznie może być pozytywne, ale ja już trochę jestem zmęczona tym stresem i napięciem, które towarzyszy tym wszystkim akcjom na ostatnią chwilę.

W tym roku postanowiłam trochę popracować nad sobą i spędzić czas świąteczny nieco spokojniej. Już nie chce stać w kolejkach i wyczekiwać nerwowo czy moje paczki zdążą dojść na czas. Już nie mówiąc o kupowaniu na szybko czegokolwiek (czego szczerze nie cierplię!). W tym roku już działam, planuje i robię zakupy.

To samo tyczy się bloga, chciałabym wszystkie zaplanowane wpisy zrobić odpowiednio wcześniej, abyście zdążyli moje inspiracje wcielić w życie! Na początek świątecznych postów-moja propozycja aranżacji stołu wigilijnego. Całą zastawę i dodatki wybrałam z asortymentu IKEA i powiem Wam, że jest w czym buszować! Tylko tak jak ja zróbcie to jak najszybciej, bo znikają jak świeże bułeczki.

Mi i moim dzieciom szczególnie spodobały się święcąca choinka oraz złote muchy z serii VINTER, które można wykorzystać zarówno do ozdobienia drzewka świątecznego, jak i stołu czy stroików. Wystarczy ręcznie zrobiony mały wianek z eukaliptusa, wspomniana choinka i złote dodatki lub plasterki suszonej pomarańczy czy szyszki i mamy piękną dekorację na stół. Do tego Cyprysik w złotej osłonce, kilka luźno rzuconych gałązek, obowiązkowo długie świece, prosta zastawa i ładne kieliszki i efektowny stół gotowy.

Ja w tym roku stawiam na biel i złoto, nasz kącik jadalniany nie jest zbyt pokaźnych rozmiarów i nie chcę go przytłoczyć. Wy możecie dorzucić trochę czerwieni, zieleni lub czerni jeżeli lubicie. Ale dodatki ze złota to must-have już co najmniej od dwóch sezonów i ja jestem w nich zakochana i używam ich także w aranżacjach codziennych 🙂

 

 

 

 

 

 

 

Do aranżacji stołu wykorzystałam:

kieliszki tu

filiżanki tu

talerzyki tu

marmurowa pieprzniczka tu

dekoracje kule tu

świeczniki tu

półmisek tu

patera tu

długie świece tu

mlecznik ptaszek tu

cukiernica tu

mały półmisek tu

złote muchy tu

złote łyżeczki tu

podświetlana choinka tu

złota osłonka tu

serwetki tu

bieżnik tu

sznurek dekoracyjny tu

gwiazdy do powieszenia tu

czerwony sznurek ozdobny tu

 

 

 

Pachnący wyjazd z Jo Malone London

Byłam niedawno na takim wyjeździe, z którego mam chyba z tysiąc zdjęć. I chociaż widziałam je już wiele razy to nadal wzbudzają we mnie mega emocje. I chyba pomyślałabym, że to się nie wydarzyło, że to był tylko sen, ale na szczęście mam te prostokątne, klimatyczne i jeszcze  pachnące (w mojej głowie) dowody. I tak bardzo chciałam Wam je pokazać wszystkie na blogu, ale jest ich za dużo, więc ograniczę się do dwóch wpisów. Opowiem Wam o trzech dniach w Londynie, które stały się moim pięknym wspomnieniem dzięki Jo Malone London.

Koniec wakacji w tym roku przypieczętował wyjazd, który zapamiętam na zawsze 😉 Premiera nowego zapachu Honeysuckle & Davana to była prawdziwa trzydniowa uczta zmysłów!

Nasz pobyt (bo do Anglii poleciałam wraz z cudowną Moniką , która zajmuje się marką Jo Malone London w Polsce oraz z wieloma blogerkami z całego świata!) rozpoczęłyśmy w Rosewwood London. To miejsce zachwyciło mnie totalnie, nigdy w życiu nie byłam w tak pięknym hotelu. Jest jednocześnie zjawiskowy, wytworny i tajemniczy niczym z Harrego Pottera. Do mojego pokoju szłam wąskimi korytarzykami chyba z 10 minut 😉  na każdym zakręcie wielka księga z mapą dojścia do poszczególnych numerów oraz starodawnymi dodatkami-telefonami, wazonami…To wszystko sprawiło, że od pierwszej minuty poczułam się jak w jakimś śnie lub bajce! Muszę Wam pokazać kilka zdjęć z tego miejsca:

Tego dnia wybrałyśmy się do flagowego butiku Jo Malone London na Regent Street, na obowiązkowy masaż dłoni. Marka szczyci się tym, że zapachy można ze sobą łączyć  (Fragrance Combining). Uwielbiam tę  możliwość, bo za każdym razem wychodzi mi inny zapach, robię to zarówno z kosmetykami jak i perfumami! Wyszłam z perfumerii wypachniona jak nigdy i z dwoma wyjątkowymi zapachami stworzonymi specjalnie dla Angielek! Oba uwielbiam!

Wieczorem czekała nas nie lada gratka-koktajl w towarzystwie dyrektor kreatywnej marki Wandjini  Glasheen-Brown oraz jednej z kreatorek nowego zapachu Honeysuckle&Davana Celine Roux. Spotkanie z tymi charyzmatycznymi kobietami było bardzo inspirujące, a że obywało się w pięknej londyńskiej kamienicy w samym centrum tego pięknego miasta to chyba nie muszę Wam mówić w jakim stanie ekscytacji się znajdowałam 😉

Processed with VSCO with a4 preset

 

Ze względu na bardzo dużą ilość zdjęć kolejny dzień wyjazdu pokażę Wam w następnym poście. Buziaki!!!

Żegnaj maju!

Zaraz kończy się czerwiec, a ja żegnam miesiąc bzu. Jak zwykle jestem na czasie tfu w niedoczasie 😉

Maj był jednym z najbardziej intensywnych miesiąców  w moim życiu. Nie to, żebym nie miała równie pracowitych jeżeli chodzi o życie zawodowe czy uczelniane, bo przecież studiowało się na dwóch kierunkach dziennie 😉 ale fakt posiadania dwójki małoletnich ludzi pod opieką jednak przeważa szalę. I od razu zaznaczam, że szanuję wszystkie matki, które mają więcej dzieci, bo one wcale nie wychowują się same! Do lekarza nachodzą się tyle razy więcej i tyle razy więcej wstają w nocy. Każde dziecko to indywidualna jednostka, która ma swoje potrzeby, a rodzice muszą je nieustannie zaspokajać. Już nie wspominam o zwolnieniach chorobowych, występach w placówkach, zebraniach itd. Czasami mam wrażenie, że moje życie kręci się tylko wokół spraw lekarsko-przedszkolno-jedzeniowo-zabawowych. Ale jednak tak nie jest na szczęcie i przypominam sobie to za każdym razem kiedy oglądam zdjęcia właśnie z maja! Cieszę się, że miałam możliwość ostatnio spotkać tyle fajnych osób, wypocząć od dzieci (już znowu mnie umęczyli ;))) i realizować swoje zainteresowania. To akurat powinno być równie ważne dla każdej matki w takim stopniu jak potrzeby jej własnych dzieci. I do takiej równowagi dążę!

 

 

Wspaniałe spotkanie Jo Malone w angielskim stylu. Uwielbiam tę markę! Zapachy, opakowania i flakony poprawiają mi humor. Mój ukochany Wild bluebell jest zawsze ze mną, a świece cudownie rozświetlają wieczory na balonie!

Taka piękna jest Warszawa! Im częściej tam jestem tym swobodniej się czuję…

Niesamowity prezent od marki Jo Malone z okazji Dnia Matki. Niewiele rzeczy mnie tak ucieszyło jak ten piękny Flowerbox!

 

Processed with VSCO with a4 preset

Processed with VSCO with a4 preset

 

Podczas wizyty u Kasi w Agencji Portfolio spotkałam takiego malucha! Skradł moje serce…a wnętrza nie przestają mnie zachwycać!

 

To niesamowite jak spotkanie z kreatywnymi ludźmi pobudza chęć działania. Ania Bartosińska i Zuza Partyka pomogły mi odpicować moją kurtkę Levis 501. I pomyśleć, że chciałam zostawić plecy bez niczego, ale namówiły mnie do malunku i odprucia kołnierzyka! Jestem zachwycona efektem! Zobaczcie ile możliwości daje jeans! Może sami się skusicie ja refreshing spodni lub katany?