Przy pięknym biurku dzieci chętnie się uczą ;)

Wspólny pokój moich synów to nasza zmora 😉 Nie mieścimy się na maksa, a to gówniarstwo ma więcej zabawek i ciuchów niż my! Komoda ledwo się zamyka, a gry i klocki walają się wszędzie. O niczym innym nie marzę jak o większym metrażu. A mój mąż twierdzi, że żeby wystarczyło na wszystko przestrzeni to musielibyśmy mieć pałac 😉 ja tam twierdzę, że 5-6 pokoi 😀 póki co musimy jednak ostudzić zapędy i radzić sobie z tym co mamy. Filip poszedł do szkolnej zerówki, a Mikołaj pójdzie za rok i byliśmy zmuszeni wprowadzić zmiany w ich pokoju. Wybraliśmy najwygodniejszy i najbardziej designerski zestaw ever- biurka Mountains od Woodluck4kids z panelem tylnim w kształcie gór i krzesła Stokke Tripp Trapp. Biurka są w całości zrobione ze sklejki, którą kocham miłością wielką, są solidne i porządnie wykonane. Mają dwie szuflady, które bardzo lekko chodzą i trzy zamykane na pokrywy pojemniki na drobiazgi. Plecki natomiast są wyposażone w półeczki w kształcie litery V, które można dowolnie aranżować i układać. Marka ma w swoim asortymencie również szafy, regały, łóżeczka, skrzynie i dekoracje. My mamy także klocki Mr Strong, które są super dekoracją i ekstra zabawką.

Krzesełek Stokke chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Genialne są- ergonomiczne, stabilne, piękne, wygodne i można je używać już dla najmłodszych do karmienia, a dorosły też z powodzeniem na nich posiedzi.

 Mamy jeszcze plan na jeden duży mebel do przechowywania, ale o tym następnym razem 😉

Chłopcy bardzo lubią te swoje nowe kąty i bardzo chętnie tu działają, co mam nadzieję przełoży się w najbliższym czasie na same piątki ;P

 

Biurka Woodluck4kids

Krzesła Stokke

Figurka wartownik skandynawskie.pl

 

Prezent świąteczny, który zawsze się sprawdza – karta podarunkowa Tk Maxx

Święta Bożego Narodzenia to najpiękniejszy czas w roku. Są tacy, którzy już w listopadzie planują potrawy, dekoracje, ekscytują się pierwszym  grudnia, bo wtedy można już legalnie puszczać świąteczne utwory i postawić choinkę. Inni uciekają na święta, planują dalekie podróże, wykupują wycieczki na Bali i stoje kąpielowe. Oni nie chcą świątecznego przepychu, nie kręcą ich spotkania rodzinne, szaleńcze wyprawy za prezentami i lepienie pierogów. Zamiast śledzia wybierają kokosy, wiatr we włosach i szum fal. Nie muszą w sumie kupować też prezentów. Ale to jest akurat wielka frajda, którą ja uwielbiam i nawet jeżeli jakimś zbiegiem okoliczności udam się któregoś roku na egzotyczną wyspę to prezenty kupię i tak, bo uwielbiam obdarowywać!

Kocham też święta! Widok aut z zaśnieżoną choinką na dachu, świąteczne utwory  w odbiorniku, zapach suszonych grzybów i pierniczków. Lubię ten czas oczekiwania, lampki na ulicach wieczorami i kiczowate, plastikowe dekoracje-mikołaje, które bez pardonu wiszą na rynnach czy balustradach. Zupełnie nie przeszkadzają mi półki w sklepach wypełnione po brzegi dekoracjami, girlandami, pudłami na prezenty i wstążkami. Nawet przebrany Mikołaj rozdający najtańsze cuksy w galerii handlowej mi nie przeszkadza! Dzieci dużo mocniej odczuwają podekscytowanie świętami i każdy taki malutki bodziec, detal jest dla nich magiczny. Tak, święta z dziećmi nabierają innego wymiaru!

Jest tylko jedna rzecz w tym przedświątecznym czasie, która zawsze mnie trochę męczy i spędza sen z powiek-wybieranie odpowiednich, pięknych prezentów, które ucieszą, zaskoczą. Zazwyczaj z łowów wracam z niepełną listą, bo to co sobie wymyśliłam okazuje się niedostępne, za drogie lub nie końca takie jakie się spodziewałam. A nic tak mi nie psuje humoru jak kupowanie upominków na siłę. Nie znoszę właśnie z tego powodu kupowania na ostatnią chwilę. Wtedy niemalże pewnym jest, że będę musiała wziąć coś, do czego nie będę przekonana. A tego bardzo nie lubię.

Już od wielu lat, na kilka tygodni przed świętami zapuszczam się do sklepu TK Maxx, zawsze tu kupuje piękne papiery do pakowania, wstążki, ozdoby na choinkę, kule śnieżne (w tym roku są piękne białe) , i puszki z ciastkami! Trochę wstyd się przyznać, ale jestem uzależniona od ich herbat i ostatnio do mojej spiżarki trafiło chyba z 10 różnych rodzajów 😉  Kocham ich poduchy z motywami zimowymi i kocyki w reniferki. I co roku kupuję zestaw pięknych kartek świątecznych, które rozsyłam rodzinie i przyjaciołom. Na magię świąteczną tego sklepu jestem zupełnie nieodporna, ale to mi w ogóle nie przeszkadza! Uwielbiam wyjątkowe smaki, piękne printy i niespotykane formy, a to wszystko tutaj znajduje.

Wracając do prezentów, jakoś tak już natura ukształtowała dzieci, że zawsze wiedzą co chcą dostać, piszą obszerne listy do świętego Mikołaja i rodzice mają ułatwione zadanie. Po prostu wykreślają z listy i ja uważam, że to jest piękne i jakże przydatne 😉

Co innego dorośli. Im czasami ciężko wybrać odpowiedni prezent. I nie piszą już niestety listów, chyba nie wierzą w świętego 😉 No i co tu wybrać skoro tata ma już pięć par kapci i stos nieodpakowanych skarpet, a kuzynka melomanka ma już tyle podwójnych płyt, że ciężko coś wybrać.
Aby oczekiwanie i przygotowania do tego ważnego czasu Was nie przytłoczyły, a kupowanie prezentów nie okazało się ruletką polecam Wam karty upominkowe TK MAXX! Są piękne, możecie załadować je, na jaką chcecie kwotę ( do 999,99zł), a co istotne ważne są bezterminowo i w każdym sklepie. A kupicie jest w każdym salonie Tk Maxx, a także online na https://www.tkmaxx.pl/Karty-Upominkowe.

Ja osobiście kocham buszować w tym sklepie i byłoby mi niezmiernie miło, gdybym sama taki prezent otrzymała J a do kompletu, do karty koniecznie weźcie puszkę herbatki lub ciastek! Niech będzie praktycznie i pysznie!

Zapraszam Was także do wzięcia udziału w konkursie, który odbywa się na FB Tk Maxx, a do wygrania są karty upominkowe o wartości 100zł.

 

 

 

 

 

 

 

Stół wigilijny

Zwierzę Wam się z czegoś. Od kiedy tylko pamiętam robię różne rzeczy na ostatnią chwilę. Egzamin? Tydzień lawirowania na krawędzi, a ostatni dzień przed godziną zero zarwana noc. Przebranie na bal dla dzieci? Wizyta w Tesco na ostatnią chwilę i nerwowe poszukiwanie rozmiaru. Przygotowania do świąt? Na dwa dni przed spisywanie listy zakupów, a następnie decyzja czy posprzątam czy ugotuję (wszystkiego nie zdążę przecież ;)) czy po prostu zarwę kilka nocy. Obowiązkowe odstanie w kolejne w Wigilię rano, bo jak zwykle o czymś zapomniałam. Na szczęście wyleczyłam się już z kupowania prezentów w ostatnim tygodniu przed świętami, ale o tym kiedy indziej.

Reasumują przyznaję się bez bicia, że jestem odkładaczem,  a największą motywację do działania mam kiedy termin przypili, czas się kończy.Rzadko ma to jakiekolwiek plusy, zazwyczaj wkurza mnie niemiłosiernie, obiecuję poprawę, a za chwilę znowu powtarzam stary, zakodowany w głowie proces myślowy i jestem spokojna do czasu deadline’u, po czym wpadam w panikę 😉

Prokrastynacja, bo tak nazywa się moja przypadłość to tymczasem nie jest złe zarządzanie sobą czy czasem! Jak się okazuje to po prostu „pozyskiwanie energii z lęku” (Steve McClatchy), co teoretycznie może być pozytywne, ale ja już trochę jestem zmęczona tym stresem i napięciem, które towarzyszy tym wszystkim akcjom na ostatnią chwilę.

W tym roku postanowiłam trochę popracować nad sobą i spędzić czas świąteczny nieco spokojniej. Już nie chce stać w kolejkach i wyczekiwać nerwowo czy moje paczki zdążą dojść na czas. Już nie mówiąc o kupowaniu na szybko czegokolwiek (czego szczerze nie cierplię!). W tym roku już działam, planuje i robię zakupy.

To samo tyczy się bloga, chciałabym wszystkie zaplanowane wpisy zrobić odpowiednio wcześniej, abyście zdążyli moje inspiracje wcielić w życie! Na początek świątecznych postów-moja propozycja aranżacji stołu wigilijnego. Całą zastawę i dodatki wybrałam z asortymentu IKEA i powiem Wam, że jest w czym buszować! Tylko tak jak ja zróbcie to jak najszybciej, bo znikają jak świeże bułeczki.

Mi i moim dzieciom szczególnie spodobały się święcąca choinka oraz złote muchy z serii VINTER, które można wykorzystać zarówno do ozdobienia drzewka świątecznego, jak i stołu czy stroików. Wystarczy ręcznie zrobiony mały wianek z eukaliptusa, wspomniana choinka i złote dodatki lub plasterki suszonej pomarańczy czy szyszki i mamy piękną dekorację na stół. Do tego Cyprysik w złotej osłonce, kilka luźno rzuconych gałązek, obowiązkowo długie świece, prosta zastawa i ładne kieliszki i efektowny stół gotowy.

Ja w tym roku stawiam na biel i złoto, nasz kącik jadalniany nie jest zbyt pokaźnych rozmiarów i nie chcę go przytłoczyć. Wy możecie dorzucić trochę czerwieni, zieleni lub czerni jeżeli lubicie. Ale dodatki ze złota to must-have już co najmniej od dwóch sezonów i ja jestem w nich zakochana i używam ich także w aranżacjach codziennych 🙂

 

 

 

 

 

 

 

Do aranżacji stołu wykorzystałam:

kieliszki tu

filiżanki tu

talerzyki tu

marmurowa pieprzniczka tu

dekoracje kule tu

świeczniki tu

półmisek tu

patera tu

długie świece tu

mlecznik ptaszek tu

cukiernica tu

mały półmisek tu

złote muchy tu

złote łyżeczki tu

podświetlana choinka tu

złota osłonka tu

serwetki tu

bieżnik tu

sznurek dekoracyjny tu

gwiazdy do powieszenia tu

czerwony sznurek ozdobny tu

 

 

 

Dom-azyl w środku miasta

Nowy katalog IKEA to jak św. Mikołaj w środku lata. Gładkie i pachnące drukiem strony są chyba najbardziej wyczekiwaną przesyłką końca wakacji. Już jako dziecko niecierpliwie go wyglądałam, a  gdy w końcu wpadał w moje ręce godzinami go przeglądałam i planowałam co kupię jak będę dorosła. Oczywiście, już kompletnie nie pamiętam, co wtedy mi się podobało i oczywiście mam już zupełnie inny gust, ale nadal nowy katalog wywołuje u mnie te same emocje i jak co roku robię długą listę zakupów.

Nowy katalog  jak zwykle mnie zachwycił. Już sama okładka sprawiła, że mocniej zabiło mi serce, ale o tym za chwilę. Tegoroczny jest podzielony na siedem różnych home’ów. Każdy otwiera się na różne potrzeby w zależności od tego, kto w nich mieszka. Mi najbardziej przypadł do gustu dom „ Azyl w środku miasta” czyli taki, w którym od samego wejścia czujemy się zrelaksowani i odczuwamy ulgę. Jest to bowiem miejsce jasne, przyjemne, stworzone do wypoczynku po ciężkim dniu pracy. Są tu miękkie, jasne tkaniny, wygodna sofa lub fotel, jasne drewno i dużo poduszek. Wszystko to sprawia, że możemy poczuć się jak u siebie i zrelaksować. Harmonia i spokój to hasła przewodnie tej aranżacji.

Home, który wydaje mi się najbliższy  znajduje się w katalogu jako pierwszy. Jest co prawda trochę jaśniejszy niż mój własny salon, ale czułabym się tam jak w domu! Głównym punktem jest oczywiście duża, miękka sofa GRÖNLID w kolorze łagodnej bieli i równie miękki i przyjemny dywan z długim włosiem VINDUM. Jest też szezlong z lampą idealny do codziennego odpoczynku i zasłony AINA do samej podłogi, które dają poczucie intymności i pozwalają na zmianę natężenia światła wedle naszych własnych potrzeb. Odrobina zieleni w postaci drzewka oliwnego (które jest symbolem spokoju) to miły akcent, który daje poczucie obcowania z naturą i wprowadza harmonię. Ja wielbię miłością bezwzględną wszelkie dziergane dodatki-pledy, koce, pufy, poduszki, a ich w tej aranżacji nie zabrakło. Siedzisko SANDARED aż się prosi, żeby na nim rozłożyć zmęczone stopy. A jasny, drewniany stolik LISABO jest idealny do odłożenia magazynów i relaksującej herbatki. Jak większość z Was zauważyła zapewne, wszystko jest bardzo w moim stylu, bo ja uwielbiam odpoczywać w przyjemnym otoczeniu.

ikea-catalog

Od samego początku, od kiedy zaczęliśmy aranżować nasze mieszkanie bardzo zależało nam na tym, aby była to taka oaza spokoju, przyjemne i przytulne miejsce, do którego wszyscy będziemy chcieli wracać. Żeby każdy miał ochotę rozwalić się na kanapie z nogami do góry i odetchnąć. Nowy katalog napawał mnie chęcią by wprowadzić tutaj trochę więcej jasnych kolorów i pasteli. Kolejny raz przekonałam się, że kilka dodatków może niesamowicie odmienić wnętrze.  Ja wybrałam dwie nowości- poszewki ELDTÖREL i SKÄGGÖRT, obie mają piękne i łagodne wzory i są oczywiście bawełniane. A ich cena uradowała nawet mojego męża, który jak sam powtarza hoduje węża w kieszeni 😉 Poduszki kolorystycznie pasują do mojego kolejnego nabytku- fotela VEDBO. Jest to chyba najpiękniejszy fotel, jaki kiedykolwiek widziałam. I ten brudny róż! J Niestety jak to zwykle u nas bywa oblazły go nasze dzieci i przez pierwsze dni ciężko będzie tu się usadowić z książką. Ale jest piękny, wygodny i sprawia, że nasz livingroom niesamowicie łagodnieje. Co ciekawe, pomimo koloru nie zniechęcił do siebie mojego małżonka, który własnoręcznie, pod zasłoną nocy upychał go do bagażnika. A jasny, drewniany stolik LISABO jest idealny do odłożenia magazynów i relaksującej herbatki.

Przy okazji wizyty w IKEA nie mogłam nie zauważyć nowych, pastelowych wazoników GRADVIS. Jest to seria, która kojarzy mi się bardzo skandynawsko i stanowi te dodatki do domu, do których zdecydowanie mam słabość. Czuję się bardzo nieswojo, gdy nie mam świeżych kwiatów, uwielbiam na nie patrzeć i dodają moim zdaniem takiej miłej atmosfery i przytulności. A jak jest dużo kwiatów to trzeba do nich dużo wazonów.

Jakiś czas temu pokazywałam Wam już mój nowy kosz SNIDAD. Jak tylko zobaczyłam go w nowościach zapragnęłam go mieć. Pomieścił wszystkie nasze koce, bez których nie wyobrażam sobie miłego wieczoru na sofie. Lubię porządek, a w tym pojemnym koszu wszystkie tekstylia z salonu można łatwo ułożyć.

W temacie porządku, szklane pudełko z przykrywką SAMMANHANG to świetny sposób na szybkie uporządkowanie biżuterii, która niegdyś leżała rozłożona gdzie popadnie, teraz jest bezpieczna i nie na widoku. Cena tego pudełka również mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła.

Wypoczynek na własnym fotelu pod kocykiem nie byłby tak przyjemny gdyby nie kubek gorącej herbaty lub kawy. Wszyscy lubimy pić i jeść przed telewizorem, ale szczególnie ja nie lubię odbitych kółek na stole i plam na dywanie. Tace MEDFÖRA to był mój kolejny cel wyprawy do IKEA. Zobaczyłam je w katalogu i trafiły na moją listę must-have.

Nadadzą się zarówno jako podkładka pod kawkę, jak i przekąski. Moje dzieci dwie podkradły do swoich zabaw Lego, więc każdy spełnił swoje potrzeby. Aaaa dodam, że tace są dwustronne, więc łatwo jest zmienić aranżację stołu przekręcając je na drugą stronę 🙂

Co roku wydaje mi się, że nowy katalog nie może mnie bardziej zaskoczyć. I jak co roku się mylę. Aranżacje i design nowych produktów przyprawia mnie o szybsze bicie serca. Na szczęście nie trzeba od razu ogromnego remontu, żeby zmienić atmosferę w domu. Kilka poduszek, kosz czy nowe zasłonki mogą z powodzeniem odświeżyć wnętrze. Jeżeli Wasze życie, tak jak moje przypomina bieganinę i nie umiecie zwolnić koniecznie zajrzyjcie do nowego katalogu IKEI tam więcej produktów, które zmienią Wasze salony w prawdziwe azyle w środku miasta.

Do mojego azylu w środku miasta wykorzystałam:

fotel VEDBO

kosz SNIDAD

poszewka w kropki SKÄGGÖRT

poszewka różowa we wzory ELDTÖREL

wazoniki GRADVIS

kwiatek w doniczce SUCCULENT

wazon ze szkła BERÄKNA

tace MEDFÖRA

pudełko szklane SAMMANHANG

 

Post powstał we współpracy z IKEA.

 

Tak czyta się przyjemniej

Czytanie to była niewątpliwie jedna z moich ulubionych form relaksu z czasów sprzed dzieci. Jak już nakręciłam się na jakiegoś autora to nie ustałam dopóki nie przeczytałam jego wszystkich książek. Zdarzało mi się kończyć część trylogii i biec natychmiast do księgarni po następny tytuł z serii. Nie wiem, w którym momencie zaczęłam mieć tak mało czasu wolnego (wiem jednak-jak się pojawiły dzieci) by czytać jedynie tytuły, które recenzowałam na blogu i Instagramie.

Im więcej mam obowiązków, tym częściej ze zmęczenia sięgam po pilota lub telefon. Wieczory najczęściej kończą się serialem i scrollowaniem internetu, a weekendy to wieczna gonitwa w poszukiwaniu rozrywek dla dzieci, jadła (tak gotowanie dla dwóch rosnących w zawrotnym tempie chłopców to nie lada harówa) i nieudolne próby ogarnięcia bałaganu w domu. Rzadziej jakieś wyjścia wieczorne, bo tych to już nie oświadczam zbyt wiele. Brakuje tych chwil tylko dla siebie, spokojnych takich. Z książką, odległymi krainami i niesamowitymi podróżami w czasie i przestrzeni.

Wieczne przesiadywanie przed komputerem, tabletem czy telefonem przyzwyczaja do intensywnych bodźców. Przewijanie stron, klikanie zdjęć i czytanie prostych i powierzchownych komunikatów musi mieć swoje konsekwencje. Jesteśmy przebodźcowani, a to sprawia, że tracimy umiejętność refleksji nad tym, co czytamy, a nasza kreatywność maleje. Już znam zatem powód moich problemów z koncentracją. Na szczęście wszystkie te zmiany w mózgu da się odwrócić.

Relaksujące i piękne miejsce do czytania to ważny aspekt dla każdego mola książkowego (którym mam w planie zostać w najbliższym czasie;)). I ja sobie taki zorganizowałam, co i Wam polecam! Do Waszego własnego kącika czytelniczego będziecie potrzebowali:

-Wygodnego fotela

 Ja lubię takie z naturalnych tkanin oraz w neutralnych kolorach, do mojej czytelni wybrałam bujany GRÖNADAL. Bujanie na nim relaksuje nas wszystkich! Oczywiście każdy z nas powinien na własnej skórze wypróbować który fotel będzie nam najbardziej odpowiadał i pasował do wnętrza. W IKEA znajdziemy piękne fotele tapicerowane, rattanowe, a nawet takie ze stolikiem i lampką w komplecie- model DELAKTIG.

Oczywiście warto tutaj wspomnieć również o klasykach- POANG i STRANDMON. Oba są idealne na długie godziny z książką i oba możemy mieć w komplecie z pasującym podnóżkiem. Dodatkowo ten pierwszy delikatnie się kołysze i dopasowuje do ciała.

fotel1
Fotel STRANDMON
fotel4
Fotel POANG

I muszę Wam jeszcze wspomnieć o fotelu, który też totalnie zawrócił mi w głowie 😉 Tym przystojniakiem jest VEDBO. Jest już na tyle sławny, że nawet trafił na okładkę nowego katalogu i wiem, że już szalejecie na jego punkcie (jak to z celebrytami bywa). Oprócz niezaprzeczalnej urody jest mega wygodny. A wysokie oparcie jest stworzone do przesiadywania z książką. Macie trzy kolory do wyboru i wszystkie są piękne!

fotel
Fotel VEDBO

-Praktycznej lampy

Najlepsza to taka, która ma łagodne i delikatne światło oraz można kąt jego świecenia. Moja to podłogowa YPPERLIG. Ma wbudowany bezstopniowy przyciemniacz, co oznacza, że można włączać, wyłączać i przyciemniać oświetlenie lekkim dotykiem palca. Ma nieoślepiające światło, a ramię lampy i klosz są regulowane. Jest to lampa LED, co oznacza, że zużywa o 85% mniej energii i wystarcza na 25 razy dłużej niż tradycyjne żarówki. A do tego jest minimalistyczna i piękna.

lampa
Lampa YPPERLIG

Jeżeli nie macie miejsca lub budżetu na dużą lampę podłogową to super wyjściem może okazać się taka montowana na ściana lub z klipsem, np. JANSJÖ. Jest mała, zgrabna i jej światło można skierować w dowolne miejsce. W dodatku ma super cenę!

-Regału na książki

Świetnie sprawdzi się tu seria BILLY lub KALLAX. Obie możemy dopasować do swoich możliwości finansowych i przestrzennych i zrobić z nich taki projekt i tak je zaaranżować, że gościom kopara opadnie. Uwielbiam oglądać jak różni ludzie, różnie interpretują te regały.

Hitem dla mnie jest seria EKET. Jest to chyba najbardziej funkcjonalna linia do przechowywania IKEA. Daje miliony możliwości personalizacji własnego wymarzonego mebla. Możecie wybierać z różnych kombinacji i kolorów. Wszystkie domowe skarby znajdą tutaj swoje miejsce. I oczywiście książki, dużo książek.

eket5

eket2
Seria EKET

-Stolika/podnóżka

 Żeby było nam wygodnie w miejscu do czytania, musimy mieć jakiś stolik, na który można odłożyć książkę, kawę lub podeprzeć nogi. Ja od dawna chorowałam na stołek ALSEDA, który jest zrobiony z włókna bananowca i w końcu stanął w moim kąciku. Jest łatwy do przestawienia, więc może służyć we wszystkich pokojach i na balkonie.

Odkryłam ostatnio też nowość LUNNARP! To stolik, tóry również można przestawiać. Sprawdzi się i w sypialni, i w salonie. MA neutralny kolor i zmieści dużą ilość czasopism i książek, a także znajdzie się na nim miejsce na ulubioną herbatę.

 

Coś miękkiego do rzucenia na krzesło

Aby było wygodnie, w czytelni używam też mojego ulubionego dywanika LUDDE jako miękkiej podkładki na siedzisko. Uwielbiam tę skórę, jest mega wytrzymała, miła w dotyku, grzeje i można ja prać w pralce!

-Dla przyjemnej atmosfery

Nie byłabym sobą gdybym nie miała tuta tez najróżniejszych bibelotów-kwiatów, świeczek, pudełek i oczywiście miliarda książek. Czytanie nigdy nie było przyjemniejsze, bo najważniejsze by było to nasze miejsce na ziemi, wypełnione tym, co nam w duszy gra i tym, co nam się podoba.

W moim kąciku wykorzystałam:

Lampa podłogowa YPPERLIG tu

Fotel GRÖNADAL tu

Skóra owcza LUDDE tu

Stołek z włókna bananowca tu

Kosz rattanowy SNIDAD tu

Zestaw pudełek z pokrywką SAMMANHANG tu

Klosze szklane z pokrywką SAMMANHANG tu

Doniczka z gliny INGEFÄRA tu

Pudełko szklane z przykrywką SAMMANHANG tu

Świeczniki Ypperlig tu

 

Wpis powstał we współpracy z IKEA.

 

 

Drewno jest piękne

Drewno to niesamowity materiał- jest wytrzymały, ociepla wnętrze i dodaje mu charakteru. Wprowadza element natury, jest ekologiczne. Drewno bardzo łatwo jest odświeżyć i zmienić jego wygląd. A stare, dotknięte zębem czasu to według mnie najpiękniejsza ozdoba vintage, jaką widziały wnętrza.
Powrót do natury właśnie to mój ulubiony trend ostatnich lat. Wielkie rośliny, florystyczne printy, dużo zieleni, żywe kwiaty (które chyba nigdy mi się nie znudzą i nie wyjdą z mody), naturalne materiały, a do tego oczywiście dużo dużo drewna! Miejska dżungla jeszcze nigdy nie była tak łatwa w aranżacji.
Wracając do drewna, bo to poniekąd o nim chciałam wam napisać kilka słów, ja najbardziej lubię je w opcji natural. Muśnięte jedynie delikatnie olejem lub woskiem. Takie drewno uspokaja i koi zmysły, tworzy harmonijne wnętrze, które żyje. Żyje i daje o wiele więcej komfortu dla ciała i ducha, niż jakikolwiek inny materiał. Do tego jest niesamowicie uniwersalne i pasuje do każdego pomieszczenia. Meble i podłogi zrobione z najlepszych i najtrwalszych gatunków drewna mogą kosztować niemało, ale cena odpowiada jakości i jest to wydatek na wiele lat wspólnego mieszkania, a w domu spędzamy większość życia.
Uwielbiam piękne, porządne zrobione rzeczy, które zachwycają nie tylko formą, ale także są zrobione z solidnych materiałów. Poszukując idealnej szafki pod telewizor trafiłam na markę TAMO i przepadłam na długie godziny. Tak, wybór jednego mebla wydawał mi się niemożliwy, bo ich projekty są po prostu idealne! Ostatecznie udało nam się wybrać tę jedną jedyną o wdzięcznej nazwie KOMODA XO 4, które została dostosowana pod względem wielkości i układu wewnetrznego do naszych potrzeb i choć mieszka u nas już jakiś czas to nie przestajemy się nią zachwycać!
TAMO to trójmiejska manufaktura, która tworzy autorskie meble z drewna. Mają przepiękny showroom połączony ze stolarnią, do którego pojechaliśmy podejrzeć prace nad naszą komodą! Was oczywiście też namawiam do odwiedzenia tego miejsca, które znajduje się w Gdyni, w okolicach portu i mieści w niesamowitym przemysłowym budynku o loftowym klimacie. Wszystkie meble zobaczycie i dotkniecie na miejscu. Bardzo inspirujące miejsce!
TAMO to firma lokalna i korzysta z usług lokalnych rzemieślników i tartaków. Odpowiedzialnie gospodarują odpadami, a ich szafki, komody, stoły czy biurka to nie tylko dzieła sztuki wykonane od podstaw przez utalentowanych ludzi, ale także wytrzymałe użytkowo meble, które będą mi i Wam służyć latami.
Nasza szafka spotkała się na Instagramie z wielkim zainteresowaniem, dostałam od Was tyle wiadomości, że ledwo nadążałam z odpisywaniem, a to może znaczyć tylko tyle, że Was nie zawiodłam i pokazałam kolejną wartą uwagi markę meblarską. Te projekty to jest mistrzostwo świata i na pewno na jednej szafce się nie skończy.
Mam dla Was również kod DEERHOME dający 10% zniżki na meble TAMO (ważny do końca września). Śledźcie też na bieżąco zakładkę promocje, bo można tam ustrzelić piękny mebel w super cenie.

 

Sypialnia moją oazą spokoju

Sypialnia to miejsce, które łączy w sobie różnorakie emocje. Rodzice chowają się w niej przed dziećmi by móc uspokoić skołatane nerwy i odciąć się od zbyt wysokiego poziomu decybeli . Dzieci pragną się tam dostać za wszelką cenę! Ci mali ludzie (nie wiedzieć czemu) wprost ubóstwiają sypiać w łóżku rodziców, skakać po dużym łóżku, a kiedy bałagan w ich pokojach przekracza wszelkie normy umożliwiające swobodne poruszanie się, wtedy rozstawiają się ze swoimi furami lego i pistoletami u starych.
Ja zasadniczo staram się za wszelką cenę zachować to miejsce tylko i wyłącznie dla mnie i męża. Sypialnia dla nas ostoja samotności i spokoju. W innych pomieszczeniach naszego mieszkania jest bardzo trudno skupić się na czymkolwiek, bo bałagan i rozgardiasz który tam panuje skutecznie w tym przeszkadza i uniemożliwia wszelkie techniki relaksacyjne. Dlatego moje dzieci nie mają do niej wstępu.

Poziom stresu u ludzi w dzisiejszym zwariowanym świecie osiągnął apogeum. A jest to główny powód tego, że nie potrafimy cieszyć się życiem, budować dobrych i harmonijnych relacji, cieszyć się z tego, co mamy i po prostu oddychać pełną piersią. Tak, oddech osoby zestresowanej jest krótki i nie dotlenia odpowiednio mózgu. Stresujemy się pieniędzmi, zdrowiem, ale także tym jak wyglądamy, niezrealizowanymi planami czy zawiedzionymi oczekiwaniami. Bardzo ważną rzeczą dla każdego człowieka jest odstresowanie po ciężkim dniu w pracy, odpoczynek od dzieci, które krzyczą i non stop coś chcą, od telefonu, który zabiera nam resztki spokoju. I dlatego uważam, że każdy powinien mieć takie swoje miejsce w domu, w którym może się zamknąć, odpocząć i odbudować pozytywne nastawienie do świata. Najlepsza do tego jest bez wątpienia sypialnia z całym arsenałem czasoumilaczy.Jak już wcześniej wspomniałam, w sypialni mam zawsze porządek (no może czasami w trakcie zdjęć trochę nabałaganię), nie pozwalam dzieciom psuć jej harmonii rozwalonymi zabawkami i rozrzuconymi poduszkami. Dzięki temu zawsze, gdy tam wchodzę mogę się momentalnie wyciszyć i zrelaksować. Nie wiem jak wy, ale ja jak widzę jakiś bałagan to mam z tyłu głowy, że muszę go posprzątać i już mam lekki stresik 😉

syp4
Źródło IKEA

ARANŻACJA
Jeżeli chodzi o aranżację przestrzeni to w sypialni lubię mieć dużo tekstyliów z miłych i naturalnych materiałów. Kocham len, jest piękny, naturalny i oddycha. Jego połyskująca faktura sprawia, że jest dla mnie królem wśród tkanin. Relaks w takiej pościeli to czysta przyjemność, a jeżeli jest jeszcze w kolorze pięknego lazuru tak to mamy wrażenie jakbyśmy dryfowali niemalże w toni morskiej. Czy może być milszy sposób na lekturę ulubionej książki?
Kolejną ważną rzeczą jeżeli chodzi o miłą atmosferę są świece, zarówno te zapachowe jak i najzwyklejsze, minimalistyczne, które dają poczucie jeszcze większej przytulności i uspokoją nawet największego nerwusa. Te mini światełka niezmiennie poprawiają mi humor. Polecam Waszej uwadze zestaw świeczników YPPERLIG. Jak je moje oczy ujrzały od razu znalazły miejsce na mojej półeczce. Od samego patrzenia na te minimalistyczne cuda robi mi się jakoś przyjemniej.
Nie ma relaksu przy porcji świeżej prasy lub wciągającej książce bez delikatnego i stonowanego światła lampki nocnej. Jeżeli dotąd nie znaleźliście odpowiedniej to spodoba Wam się na pewno YPPERLIG. Jej delikatny szary kolor świetnie wtapia się w krajobraz sypialni. Nie oślepia, co ma kluczowe znaczenie jeżeli chodzi o strefę relaksu.
Jeżeli planujecie zaaranżować taką strefę relaksu dla siebie to rekomenduję również dywanik LUDDE. Nic lepiej nie ogrzeje Wam stóp niż to przyjemne futerko.

IKEA3
Źródło IKEA

USTAWIENIE MEBLI
Jeżeli sypialnia ma Was zachęcać do odpoczynku konieczne jest odpowiednie ustawienie mebli w pomieszczeniu. Najlepiej wg zasad Feng Shui jest ustawić je tak, żeby miało wezgłowie na ścianie. Wtedy będziemy mieli poczucie bezpieczeństwa i nie za blisko okna, żeby światło wpadające przez ono nie przeszkadzało w odpoczynku. Dobrze jest wybierać taką ramę, która jest zrobiona z naturalnych materiałów. My mamy właśnie takie z już niedostępnej w IKEI serii MANDAL, ale bardzo podoba mi się seria BJÖRKSNÄS, która jest z aktualnej kolekcji.

ikea-ikea-solid-wood-bjorksnas-bed__1364493271738-s5
Źródło IKEA
Screenshot (1)
Źródło IKEA

Telefon i komputer powinniśmy wynieść z sypialni, gdy udajemy się na wypoczynek. Emitują one bowiem promieniowanie, które nie pozwala się zrelaksować i powoduje rozdrażnienie następnego dnia. A dobry sen to pierwszy krok do lepszego samopoczucia psychicznego i odporności na stres.

IKEA2
Źródło IKEA

NASTAWIENIE
Pamiętajmy, że odpowiednie nastawienie potrafi zdziałać cuda. Dostrzegajmy co dobrego nas spotyka, praktykujmy dobre nawyki myślowe, a na pewno wpłynie to na obniżenie poziomu stresu. Wieczorne wyciszenie i uspokojenie myśli we własnej miło zaaranżowanej sypialni sprawi, że nasz sen będzie dużo bardziej regenerujący i będziemy budzić się pełni energii!

W mojej miłej sypialni wykorzystałam:

Lampka YPPERLIG 

Pościel PUDERVIVA

Wazon GRADVIS

Kubki ÖVERSIKT

Świeczniki YPPERLIG

Dywanik LUDDE

Kosz FLÅDIS

Kosz z filcu PUDDA

Wpis powstał we współpracy z IKEA.

Nowy kolor na ścianach

Jeżeli cały czas się zastanawiacie nad zmianą koloru ścian, ale boicie się zrezygnować z bieli to ten wpis jest dla Was! Ja zatwardziała amatorka bieli mam szare ściany i jestem zachwycona!

Nadal nie mogę się nadziwić, że udało się nam zrealizować kolejny szalony plan remontowy. No przecież mogliśmy sobie siedzieć, odpoczywać, czytać książki i chodzić do kina i na kawę. Może nawet wylegiwać się na plaży i zjadać tony lodów. Jak to zwykle u nas bywa stało się zupełnie inaczej i o odpoczynku nie było mowy 😉

Już drugi rok z rzędu sprzedaliśmy chłopców do babci na wakacje. Rok temu był Paryż, w tym było malowanie 😀 Działania nasze odbiły się szerokim echem wśród znajomych, którzy w większości pukali się w głowy! Przecież nasi rodzice malowali chałupy podczas wyjazdów dzieci na kolonie, w dzisiejszych czasach się balanguje albo bierze malarza i wybywa na tydzień. No, a my zrobiliśmy po swojemu i mamy satysfakcję milion. Mój mąż okazał się wyśmienitym malarzem i 5 dni później mamy dwie piękne ściany w kolorze Merino! A powiem Wam, że normalnie chodziliśmy do pracy przez te wszystkie dni, nie mieliśmy urlopu. Jak się chce to wszystko można!

Kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że zmiany w naszym otoczeniu wspaniale wpływają na samopoczucie. Ciągłe wpatrywanie się w te same przedmioty i kolory nie działa dobrze na nasze głowy i wprowadza stagnację. Pomalowanie ścian dało mi dużo pozytywnej energii i nowych pomysłów na zdjęcia. Nawet teraz patrząc na to ścienne dzieło uśmiecham się do siebie! Jak miło coś zmienić!

Przy okazji malowania ścian zrobiliśmy także porządek z sufitem. Był malowany ostatnio 6 lat temu przez ekipę dewelopera.

Do prac użyliśmy:

SUFITY- Tikkurila Anti-Reflex White

Tu oczywiście wybraliśmy kolor biały, żeby ładne kontrastował z nowym kolorem ścian. Ta głęboko matowa, wodorozcieńczalna farba niweluje refleksy świetlne wywołujące nierówności podłoża. Mąż był zachwycony tym jak kryje i nie pozostawia smug. Odcień jest piękny, zimny i na dniach chcemy nią pomalować resztę sufitów, bo różnica bardzo rzuca się w oczy. Dodatkowo warto dodać, że farba ma wydłużony czas otwarcia i dokonywaliśmy miejscowych poprawek. Nawet następnego dnia!

ŚCIANY i SUFITY- grunt Tikkurila Optiva Primer

Na wszystkie malowane ściany i sufity zastosowaliśmy grunt Optiva Primer, który ujednolicił powierzchnię i zmniejszył chłonność podłoża. Dzięki temu farba nawierzchniowa nakłada się jednolicie. Baliśmy się trochę koloru na ścianie, że zostaną smugi. Nic z tych rzeczy. Grunt Tikkurila Optiva Primer można barwic w mieszalniku, więc jeżeli planujecie malowanie zwłaszcza na ciemne kolory to uzyskacie jeszcze lepsze krycie.

KOLOR- Tikkurila Optiva Matt 5

Do ścian wybraliśmy lateksową farbę Tikkurila. Świetnie kryje i ma podwyższoną odporność na plamy, zabrudzenia i kurz. Jest odporna na zmywanie i szorowanie. U nas, w jednym rogu farba zeszła z taśmą (prawdopodobnie niedokładnie przygotowaliśmy powierzchnię w tym miejscu), ale poprawienie i domalowanie zajęło 5 minut i nie ma śladu po pomyłce. Kolor jest jednolity!

My zdecydowaliśmy się na ocień MERINO. Pochodzi z palety kolorów Tikkurila Minerals. Rozważaliśmy trzy kolory, które pasowałyby do naszej granatowej sofy- Piazza, Secret oraz Merino właśnie. Padło na ten ostatni i podoba nam się bardzo! „Kolekcja Minerals łączy klasyczne żywioły, jak ziemia i powietrze. Przenosi nas nad morze o świcie, gdzie woda otula czerwonawe klify i obmywa kamienie, delikatnie rzeźbione przez żywioły”. Nasz kolor jest bardzo uspakajający, delikatny i neutralny. Nie zabiera wizualnie przestrzeni i nie przytłacza. Świetnie komponuje się z drewnem, marmurem w naszym stoliku kawowym i przyjemną fakturą weluru kanapy. Wreszcie pasuje do szarych dodatków, których mamy dość dużo i jest pięknym tłem do świeżych kwiatów. Jeżeli w dzisiejszym szybkim tempie życia potrzebujecie wytchnienia to kolory Minerals są dla Was!

Użyte przez nas farby Tikkurila są ekologiczne, bezpieczne dla środowiska i zdrowia. Malowanie może być przyjemne zwłaszcza, gdy efekt końcowy jest tak piękny! Zobaczcie sami:

Dlaczego lubimy siedzieć na balkonie

Zdarza mi się często jeździć do Warszawy i zawsze wtedy śpię u znajomych (dzięki Karolina i Tomek!). I każdy, absolutnie każdy wieczór kończy się długimi rozmowami na balkonie. Kiedy ma się dzieci wyjście na pizzę czy kawę nie jest już takie proste. A balkon? Jest to takie miejsce, które niby jest w domu, a jednak trochę poza nim. Niby odgrodzone od świata, a jednak daje poczucie bycia wśród ludzi. Słyszymy z niego odgłosy świata-rozmów, psów, ptaków, owadów…czujemy się tak jakbyśmy wyszli, a przecież nadal mamy szczyptę prywatności-jesteśmy w domu.
Kocham oglądać letnie zielony balkony. Są wtedy jakby częścią miasta, podwórek, ulic. Wychodząc na nie jesteśmy już tam, gdzie są inni ludzie, a wcale nie musimy zakładać butów. Obserwujemy sąsiadów, którzy śmieją się przy popołudniowej herbacie czy wyprowadzają w laczkach psa na spacer. Jesteśmy w stanie na maksa skupić się na tym, co nas otacza. Nie rozprasza nas widok nieumytych kubków i nieuprzątniętych zabawek. Jesteśmy tu i teraz, żyjąc tym, co nas otacza.
Oczywiście na balkonie nie sposób siedzieć niezauważonym. A to trzeba się przywitać z Kasią spod dwójki (buziaki Kasia!), a to porozmawiać z Kamilą spod dwudziestki (buziaki Kamila :*), ale jednocześnie jakaś doza prywatności zostaje zachowana. Możemy wyjść w szlafroku i turbanie, a nawet rozłożyć się w stroju kąpielowym na wygodnym fotelu. Sąsiedzi może i to zauważą, ale przyglądać się nie wypada 😉 A gdyby ktoś przypadkiem zobaczył to i owo to mamy zawsze wyjście z sytuacji-szybki skok do mieszkania. Pogawędki na balkonach to już codzienny rytuał. Spotkanie z sąsiadem zza ściany nigdy nie było prostsze. Wymiana uprzejmości to nie wszystko, nagłe spotkanie z sąsiadem na balkonie może zaowocować cennymi informacjami z cyklu gdzie są najkrótsze kolejki do alergologa czy sprzedają najpiękniejsze maliny.
Inna sprawa to konsumpcja na balkonie. Każdy dobrze wie, że jedzenie najlepiej smakuje na powietrzu. W przypadku braku możliwości piknikowania nad jeziorem albo w ogrodzie polecam z całego serca spożywanie posiłków w gronie rodzinnym na balkonie. A z doświadczenia Wam powiem, że i napoje cudownie chłodzą i smakują w ciepłym dzień na mieszkaniowym cypelku. Możecie do tego celu przygotować lemoniadę w karafce (link do karafki), a serwować ją w pięknych kieliszkach.
Balkon to może być namiastka prawdziwego ogrodu w mieście. Hodujecie zioła, warzywa czy pelargonie? To może przynieść Wam naprawdę dużo satysfakcji. Odpowiednio zaaranżowany tarasik może zmieścić sporo roślinek i stać się przydomową grządką. Dbanie o nią i podlewanie to dla niektórych dobra forma odstresowania.
Balkon może być znakomitym sposobem na pokazanie światu swoich preferencji estetycznych. Możliwość indywidualizacji swojej przestrzeni daje prawdziwe pole do popisu. W dzisiejszych czasach betonowych osiedli chcemy i możemy się wyróżniać. Girlandy świetlne, lampiony, świece , koce i poduszki dodatkowo dadzą Wam tyle przytulności, że nie będziecie chcieli wracać do domu 😉 I do tego Was namawiam! Miejcie piękne balkony i spędzajcie na nich miło czas.

Do aranżacji użyłam:

Meble balkonowe tu

Lampiony tu

Dekoracyjne lampki led tu

Karafka tu

Kieliszki tu

Koc bambusowy tu

Poduszka tu

Świeca zapachowa tu

Szklany świecznik tu

Wpis powstał we współpracy ze sklepem BRW.

Porządki w kuchni

Porządki w kuchni to jeden z TYCH  trudnych tematów w naszym domu. Nie od dzisiaj wiadomo, że sprzątanie w tym pomieszczeniu to syzyfowa praca i bałagan robi się sam. Ja mam natomiast tendencję do rozsypywania soli, przypraw, mąki, zawsze mi coś wykipi, spadnie kawałek łupiny albo chlapnie sos.

Jeszcze gorzej miała się u mnie sytuacja związana z przechowywaniem różnych sprzętów i jedzenia w szafkach. Powiem szczerze, że nowości kuchenne lądowały tam, gdzie akurat znalazłam na nie miejsce (czyt. każda szpara w szafkach prędzej czy później znalazła lokatora). Koniec końców w szafkach mieliśmy dość spory bałagan. Już sama nie wiedziałam czy mam wiórki kokosowe na sernik, czy słonecznik do sałatki. Spędzałam sporo czasu na poszukiwania świeczek na tort, serwetek czy końcówki do ubijania śmietany.  Ostatnio postanowiłam rozprawić się z ciążącym mi nieporządkiem w kuchni i chciałabym podzielić się z Wami kilkoma sprawdzonymi sposobami na harmonię w kuchni.

Wiem, że wielu z Was będzie mnie pytało o to, skąd mamy kuchnię i jaki to model. Od razu odpowiadam, że to IKEA. Model już niestety niedostępny, ale na pewno znajdziecie tam coś dla siebie. Ja mam upatrzonych kilka pięknych serii (kto wie, może już niebawem coś zadziałamy w tej materii;))

Wracając do tematu, chciałabym polecić Wam kilka rozwiązań do porządkowania w kuchni, które zastosowałam u siebie i bardzo mi się sprawdziły:

PRODUKTY ŻYWNOŚCIOWE

To właśnie te rewiry, w których najszybciej robi się u nas bałagan. Z lewej strony mamy szuflady na garnki, żywność w puszkach i słoikach, przyprawy oraz talerze do użytku codziennego. Przyprawy w torebkach (także te otwarte) leżące luźno w szufladzie to raczej nie jest najlepszy pomysł. Ciężko się szuka odpowiedniej, przewracają się i wysypują. Po 4 latach zrobiłam z nimi porządek raz na zawsze, a pomogły mi w tym pojemniki VARIERA. Trzymam w nich także małe opakowania z orzechami, suszonymi owocami, pestkami itd.

Kasze, ryż i makarony to niekończąca się historia otwartych opakowań. Postanowiłam przerwać proceder mnożenia torebek i kartonów. Zaopatrzyłam się w pojemniki IKEA 365+ i wszystko do nich przesypuje. Przydają się również na przechowywanie resztek obiadu w lodówce. Nowością w ofercie IKEA są przykrywki bambusowe, pięknie wyglądają w szafkach. Fajne jest to, że pokrywki dobiera się samemu i można sobie wziąć takie, jak Wam odpowiadają. Ja wybrałam pół na pół – bambusowe i przezroczyste. Po kilku tygodniach użytkowania zauważyłam, że jedzenie w nich nie schnie i dłużej zachowuje świeżość. Dodatkowo nie dostaną tam się żadni nieproszeni goście, a ponieważ pojemniki są ze szkła widzimy, czego nam brakuje i przy myciu w zmywarce nie przechodzą zapachem tabletki do zmywania. Ważne jest to, że pojemniki nieużywane możemy przechowywać jedne w drugich, co zabiera mniej miejsca w szafkach.

Do makaronu wybrałam słoik z pokrywką z korka SINNERLIG.  Tak mi się spodobał, że stoi jako dekoracja na blacie. Słoik ten sprawdzi się do wielu rzeczy. Ostatnio widziałam, że ktoś trzymał w nim świeczki podgrzewcze, ja wykorzystałabym go też  na różne bibeloty. Wygodnie się z niego dozuje makaron i raz na zawsze pozbyłam się problemu napoczętych paczek po świderkach.

Nie wiem czy mam się czym chwalić, ale na początku chleb wciskałam w worku do jednej z górnych szafek. Bywało jednak tak, że jakaś bułka tam się zapodziała w tym plastiku i wiecie co się nią działo po tygodniu?! Poszukiwania idealnego chlebaka trwały już bardzo długo, aż nagle zobaczyłam ten – UPPSKATTNING. Piękny jest prawda? I bardzo pojemny.

SZTUĆCE

Zobaczcie jak pojemnik na sztućce STODJA idealnie pasują do mojej szuflady. Dzięki temu maksymalnie wykorzystaliśmy przestrzeń. Wkład bardzo łatwo wyciągnąć i wyczyścić, każdemu się w końcu zdarzy sypnąć kawą lub cukrem do szuflady.

NACZYNIA

W dzisiejszych czasach wielu z nas ma zmywarki, ale nadal wiele naczyń musimy bądź chcemy umyć ręcznie. Do ociekania takowych polecam Wam suszarkę FINTORP. U mnie stoi na zlewozmywaku, ale można ją także powiesić na ścianie. Pod spodem ma wyjmowaną tackę, w której zbiera się woda. A do tego ładnie wygląda w kuchni. Uwielbiam takie produkty-praktyczne i piękne!

ŚMIECI

Powiem szczerze, że segregowanie śmieci to była dla mnie  na początku czarna magia. Nie miałam pojęcia jak zorganizować tę przestrzeń. W końcu potrzebne są aż 4 różne śmietniki- na mokre, plastiki i metale, szkło i papier. Wybraliśmy wysuwaną szafkę z systemem śmietników VARIERA. Są do nich również pokrywki, my mamy bez. Pojemniki są łatwe do czyszczenia i przenoszenia, idealnie pasują do naszej szuflady. Składana rączka utrzymuje worek na miejscu. Bardzo sprawdził nam się ten system.

Mam nadzieję, że ten wpis okaże się dla was pomocy, bo u mnie te pomysłu zrewolucjonizowały moją ‘pracę’ w kuchni!

Wpis powstał we współpracy z IKEA.