Różowo mi

Miałam ten plan w głowie od dawna. Od dawien dawna. Pisałam zresztą chyba o tym w tym wpisie (tu będzie link). Ale że odważna nie jestem na tyle, żeby zaszaleć aż tak, więc przekładałam tę akcję na inny termin albo na zmianę mieszkania na większe, albo po prostu bałam się co M. na to powie. Tysiące razy zadawałam sobie pytanie – czy sypialnia w wyniku tej metamorfozy nadal będzie #instafriendly ? Odpowiedzi nie znalazłam, ale chyba w końcu odwagę mi los zesłał 😉

Oczywiście do końca, do ostatniego momentu byłam pełna rozterek czy to na pewno dobry pomysł. Chciałam nawet beż lub szarość znowu chlasnąć, ale ostatecznie nudne mi się to wydało strasznie i zaryzykowałam ten brudny róż. A co mi tam, raz się żyje 😉

Wyszło to ze mnie w końcu, bo już dusiłam się w tym męskim świecie granatu, zieleni i bieli. Wyszło ze mnie to, że się córki nie doczekałam i aranżacji różowego pokoju nie oddałam. Widocznie siedziało to w moim sercu i czekało na odpowiedni moment, żeby zaznaczyć swą obecność. Tak, jak się ma samych mężczyzn w domu, to chce się trochę kobiecych elementów przemycić. Choć przecież są chłopaki, co się tego koloru nie boją, moi są tego przykładem 🙂

Trzeba jednak zaznaczyć, że nawet jeżeli już zdecyduje się człowiek na jakiś kolor to ma za zadanie jeszcze wybrać odcień, bo oczywiście jest ich trylion i nie wiadomo który będzie tym idealnym. Marka Dulux proponuje w tym temacie fajne udogodnienie, bo można sobie zamówić małe testery z wałkiem i maznąć ścianę docelową. Wówczas wybór już jest śmiesznie prosty i wystarczy znaleźć kogoś, kto nam tę ścianę lub ściany przemaluje. Jest tak łatwo, że nie musi być to absolutnie specjalista. U mnie padło na męża!

Kolor, który ostatecznie wybrałam to „różowy na test” z serii Easy Care marki Dulux właśnie. Farba jest plamoodporna i zmywalna, ściana jest super matowa i o taki efekt dokładnie mi chodziło. Dajcie koniecznie znać jak Wam się podoba moje odświeżone wnętrze i czy zdecydowalibyście się na taką kolorystykę u siebie? Lubicie zaszaleć z kolorami czy trzymacie się stonowanych odcieni?

Processed with VSCO with a4 preset

Styl wnętrzarski, który uwielbiam!

Wyobrażam sobie to tak – przestronne, wysokie mieszkanie w kamienicy, duże okna, sztukateria na ścianach i sufitach, drewniane podłogi w jodełkę, obowiązkowo kominek, trochę marmuru i weluru. Mieszkania w stylu paryskim są moim zdaniem tak piękne, że nie ma dnia bym o takim skrycie nie marzyła.

Prawie każdy jeden film francuski, który oglądam pokazuje jedno z TYCH mieszkań w Paryżu. Szykowne, ale nie przesadnie, eklektyczne, ale w granicach normy, łączy ze sobą wygodę i piękno, zachwyca mnie od lat i chyba nigdy nie przestanie. Oczywiście nie jest łatwo przenieść ten styl na nasze polskie warunki jeżeli nie mieszkamy w pięknej kamienicy, w centrum miasta, ale jest to jak najbardziej możliwe. Z odrobiną wyobraźni i chęci można wszystko, zgadzacie się? 🙂

Jeżeli miałabym zrobić małą ściągę z cech charakterystycznych tego stylu to na pewno znalazłoby się tam:

  • welurowe meble w różnych kolorach i koniecznie jakiś szałowy fotel w wyrazistym odcieniu
  • podłoga z prawdziwego drewna w jodełkę
  • sztukateria gipsowa na ścianach, a w wysokich wnętrzach także na sufitach
  • stylizowane drzwi, ja marzę o takich do sufitu, często o podwójnych skrzydłach
  • ogromne okna z retro gałkami
  • kominek, koniecznie kominek!
  • złote akcenty – kinkiety, lampy, doniczki
  • duże, stylizowane lustra (niebawem takie do mnie trafi!)
  • marmur – w kuchni, łazience, salonie…
  • stary, postarzany mebel z historią w tle, a w nim lub na nim rodzinne pamiątki, stare przedmioty
  • piękny regał z dużą ilością kurzołapów, pożółkłych książek i albumów
  • plakaty w ramach stojące luźno na ziemi, półkach, szafkach
  • rośliny, postarzane donice

To na pewno nie wszystko, jeżeli macie coś do dodania to koniecznie dajcie znać w komentarzach. Żadna w końcu ze mnie znawczyni, Paryż i Francję kocham, francuski to mój drugi język, ale nigdy nie zagrzałam tam na dłużej miejsca. Chciałabym natomiast wyjawić Wam dzisiaj moją najbardziej skrywaną tajemnicę 😉 Pokażę trzy cudowne paryskie apartamenty, które spędzają mi sen z powiek i będą moją inspiracją, jeżeli już przeprowadzimy się do nowego mieszkania. I nie chodzi oczywiście o bezmyślne kopiowanie rozwiązań, a o całokształt stylu, który zdobył moje serce, a który zamierzam przekształcić z użyciem własnych mebli i pomysłów.

Pierwszy z nich to piękne mieszkanie założycielki marki Sezane (która jest jedną z moich ulubionych ;)) Morgane Sézalory:

morgane-sezalory-paris-home-4

morgane-sezalory-paris-home-5

morgane-sezalory-paris-home-8

morgane-sezalory-paris-home-9

morgane-sezalory-paris-home-12

morgane-sezalory-paris-home-28

morgane-sezalory-paris-home-30

Źródło tu

Drugie mieszkanie, trochę bardziej szykowne to to należące do Florence Elkouby, która jest włascicielką paryskiej agencji zajmującej się wizerunkiem marek. Na jej Instagramie widać, że od czasu tej sesji zdjęciowej zaszło już trochę zmian w jej mieszkaniu, ale nie znalazłam dobrej jakości zdjęć, więc zajrzyjcie do niej tu.

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 10.13.25

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 09.41.36

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 09.40.29

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 09.40.02

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 09.39.18

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 09.39.09

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 09.39.00

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 09.38.48

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 09.38.38

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 09.38.19

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 09.37.57

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 09.37.38

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 09.37.15

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 09.35.45

Źródło tu

W trzecim apartamencie mieszkają Darya i Grégoire Kopp z synkiem. Tu znajdziecie trochę więcej orientalnych dodatków, ale nadal króluje styl paryski:

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 14.35.32

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 14.36.03

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 14.36.17

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 14.36.28

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 14.37.01

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 14.37.17

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 14.37.30

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 14.37.40

Zrzut ekranu 2019-07-22 o 14.37.50

Źródło tu

 

 

 

Jak dobrze nakryć do stołu i nie stracić przy tym głowy

Trochę mi zajęło, żeby zrozumieć, że perfekcyjną panią domu nie będę. Że nie musi być idealnie, że świat się nie zawali, jeżeli czasami odpuszczę. Muszę przyznać, że w przeszłości często zdarzało mi się przeceniać swoje możliwości, jeżeli chodzi o organizowanie wszelkich uroczystości rodzinnych, spotkań z przyjaciółmi czy nawet wizyt sąsiadek. Sprzątałam, picowałam, gotowałam jak szalona. Koniec końców, byłam bez sił i nie miałam wystarczająco wigoru na samą imprezę. Nie wystarczało mi też czasu na ładne przygotowanie stołu, skupiałam się tylko na tym, by zdążyć z jedzeniem na czas. Nad dekoracją, prawidłowym ustawieniem szklanek nie było czasu myśleć.

I zawsze tak sobie marzyłam, że przygotuję pięknie przybrany stół, z rozłożonymi sztućcami, serwetkami i kwiatami. Nic bardzo skomplikowanego, ot takie zwykłe, ale miłe dla oka przybranie. Nie wiedziałam, że to daje aż tyle satysfakcji i że zgarnę aż tyle pochwał 😉  Warto czasem zamówić choć część jedzenia czy ciasta, a samemu bez pośpiechu celebrować chwile, skupić się na przyjemności przystrajania, spokojnego przygotowania. Bez ciśnienia i ze spokojną głową. Goście na pewno podłapią ten luz i będą się czuli u nas swobodnie, jak u siebie w domu.

Aby i Wam pomóc w przygotowaniu imprez domowych przygotowałam kilka rad, jak sobie poradzić z nakryciem stołu. Może uda mi się zainspirować Was prostym i minimalistycznym stylem, bo takie lubię najbardziej, a także opowiedzieć o tym, jak alternatywnie podejść do zastawy i dekoracji.

Przy okazji – ja sama musiałam sprawdzić w jaki sposób należy ustawić sztućce. Prawidłowe ich ułożenie, a także zrobienie tego odpowiednio wcześniej jest ogromnym ułatwieniem dla gospodarza i gości. Nikt nie musi już sobie podczas spotkania zawracać głowy gorączkowym szukaniem łyżeczki czy noża. Pamiętajmy oczywiście, że warto je dokładnie wypolerować i sprawdzić pod względem czystości. Odciski palców czy co gorsza pozostałości po jedzeniu są nie do przyjęcia 😉

Generalnie sztućce rozstawiamy w zależności od tego, jakie dania będą serwowane i w jakiej kolejności. Jeżeli pierwsza jest zupa, łyżkę układamy od zewnątrz, z prawej strony. Jeżeli następnie jest danie główne to obok talerza, a przed łyżką układamy nóż. Widelce układamy z lewej strony talerza, a łyżeczki i widelczyki do deserów u góry. 

Ja używam obecnie zestawu sztućców BILDAD z IKEA – są proste, zgrabne, minimalistyczne i wykonane ze stali nierdzewnej. Można je myć w zmywarce i nic się z nimi nie dzieje. Mój zestaw porcelany to ponadczasowa seria OFANTLIGT. Pasuje do każdego wnętrza i w zależności od dodatków zmienia swoje oblicze. Jeżeli zestawimy ją z drewnem, lnem, dodatkami z bambusa i trawy morskiej możemy uzyskać styl boho. Jeżeli wykorzystamy szkło ze srebrnymi lub złotymi dodatkami, duże mosiężne świeczniki lub wazony będzie świetnie komponowała się ze stylem glamour. Jeżeli natomiast lubimy minimalistyczny skandynawski design to (tak jak u mnie) możemy ją  zestawić ze świecznikami LYSTER lub ÄDELHET, ze szklankami FRASERA (są do whisky, ale ja ich używam do wody) oraz serwetkami GRUPPERA, które są wykonane z miłej bawełny.

Do tego zestawu talerzy i miseczek świetnie wyglądają moje ulubione młynki z drewna akacjowego INTRESSANT oraz deski FASCINERA z drewna mango. Młynek i kieliszki kupiłam w IKEA przed świętami Bożego Narodzenia i używam ich non stop. Warto przed każdą uroczystością kupić jedną lub dwie rzeczy na stół i tak powoli skompletować całą, piękną zastawę stołową. Ja właśnie w ten sposób robiłam i mam już wszystko! 

Moje kieliszki są w tej chwili niedostępne (tak, jak wspominałam to była kolekcja grudniowa), ale gdybym teraz miała wybierać z pewnością zdecydowałabym się na serię FRAMTRÄDA lub KONUNGSLIG. Obie można myć w zmywarce i są wykonane z grubego szkła, więc nie będziecie musieli martwić się, że łatwo je zbijecie. Wypadki się oczywiście zdarzają, więc kupcie na wszelki wypadek o dwa więcej na zapas.

I bardzo chciałabym polecić Wam jeszcze jedną piękną, pasującą do każdego wnętrza rzecz na stół – paterę FÖRÄDLA. Jest z nami już rok i super mi służy na wszystkich uroczystościach do serwowania ciasta lub owoców. Jest łatwa do rozkręcenia, więc jej przechowywanie nie jest problemem.

Sprzedam Wam jeszcze tip jak zyskać więcej miejsca na różne akcesoria stołowe czy przekąski. Jeżeli macie bardzo mały stół i ledwo mieścicie potrawy, a co dopiero deski czy młynki to koniecznie sięgnijcie po stolik/barek na kółkach. Można na nim trzymać dodatkowe szklanki, sztućce i w zasadzie wszystko, na co zabrakło wam miejsca na stole. Do tego bardzo łatwo go przetransportować na drugi koniec jadalni. We wnętrzach minimalistycznych, skandynawskich czy rustykalnych polecam ten z serii IKEA PS 2017. Jeżeli kochacie styl boho to na pewno oszalejecie na punkcie rattanowego stolika na kółkach LUBBAN. W przypadku aranżacji industrialnych zwróćcie uwagę na stary, dobry RÅSKOG. Jest w trzech kolorach i myślę, że każdy znajdzie odpowiedni dla siebie! 

Do aranżacji użyłam:

Post powstał we współpracy z IKEA.

 

 

Wyprawa do IKEA i jak na tym zyskała moja sypialnia

Powiem szczerze, że w naszej sypialni niewiele się można zmienić. Nie ma w niej miejsca – jest wąska, średnio ustawna, ciemna (robienie zdjęć bez statywu nie ma prawa bytu). Aby wstawić mini biureczko musieliśmy pozbyć się ulubionej komody, ogromne rośliny hodowane przez męża zakrywają pół okna, a jedyne wolne pół metra przy ścianie zajmują moje artefakty do zdjęć. Każdy kąt jest wykorzystany do maksimum i wstawienie choćby nawet małego stołeczka sprawiłoby zapewne, że ktoś z domowników straciłby zęby potykając się o niego. Nie powiem, w przeszłości było kilka prób dostawienia kolejno – regału i witryny, ale wtedy ta klita wyglądałaby już jak składzik, a nie miejsce wypoczynku, więc sobie darowałam. Jedyne z czym mam możliwość poszaleć to z dodatkami 🙂

Marząc o przestronnej sypialni, jakiej się naoglądałam na Instagramie, dostałam możliwość poczuć się jakbym taką posiadała. IKEA Gdańsk rzuciła mi i Karolinie Pingielskiej wyzwanie! Miałyśmy sobie nawzajem odmienić sypialnie. Okazja była nie byle jaka – teraz w IKEA jest promocja na wszystkie tekstylia i z kartą IKEA Family możecie je mieć z rabatem -15%! 

Traf chciał, że Karolina ma piękną, dużą i przestronną sypialnię, której bardzo mi brakuje, więc z wielką przyjemnością przygotowałam listę produktów do metamorfozy. U niej można poszaleć! Same zakupy robiłyśmy już razem na podstawie przygotowanych sobie nawzajem list (widzieliście relację na Instagramie?). Miałyśmy z tego mega radochę! A odkrycie co sobie nawzajem przygotowałyśmy było lepsze niż otwieranie prezentów od Św. Mikołaja 😉

Ze względu na metraż u Karoliny do niej można wrzucić jakiś dodatkowy mebel, więc otrzymała nowy fotel rattanowy ALBACKEN. Jeżeli kiedykolwiek doczekam się większej przestrzeni to na pewno i u mnie taki stanie! Do tego pasująca lampka KNIXHULT (jest w dwóch rozmiarach) oraz kosz na poduchy i kocyki SNIDAD. Obowiązkowo nowa białą pościel (no przecież wiem, że Karolina kocha biel;))i wiosenne, pastelowe poszewki PUDERVIVA (żeby tę biel trochę rozweselić). Obie wybrałyśmy lniane tekstylia do naszych sypialni, ale chyba to nie dziwi, bo jest to najmilsza pościel do spania, oddycha, chłonie wilgoć i ma piękny połysk. Dodatkowo ozdobne wstążki utrzymują poduszkę na swoim miejscu i są ładnym elementem dekoracyjnym w minimalistycznym designie poszewek. Ostatnią niespodzianką dla Karoliny były kołdry RÖDTOPPA, Zapewnia ona równomierną temperaturę spania, pochłania wilgoć i jest bardzo łatwa w pielęgnacji. I dzieci (jak władują się do łóżka rodziców) nie będę się bić o przykrycie 😉

A oto jak Karolina odmieniła mi sypialnię:

 

A oto lista produktów z IKEA Gdańsk, które znalazły się w mojej sypialni:

Komplet lnianiej pościeli PUDERVIVA

Poszewka lniana AINA

Kołdra zimowa RÖDTOPPA

Lampka nocna EVEDAL

Kosz z uchwytami z trawy morskiej TÄNKVÄRD

Hedonizm w wersji domowej, czyli co mają nowe kawy mleczne Nespresso do szczęścia tu i teraz

Czekanie to istota ludzkiej natury. Czekamy na lato, na weekend, na święta…czekamy aż dzieci dorosną, aż zaczną mówić, aż zdejmą pieluchy…jak już to wszystko się wydarzy znajdujemy nowe momenty „do czekania”. 

Kiedyś, gdy byłam jeszcze młoda i piękna, w zasadzie ciągle żyłam od chwili do chwili, od momentu do wydarzenia. Pozostały czas był jakby w zawieszeniu, wpół oddechu. Czekałam aż końcu schudnę i ubiorę wymarzoną kieckę czy ulubione jeansy sprzed matury (wtedy na pewno osiągnę szczęście życiowe i sukcesy same zapukają do drzwi), czekałam aż znajdę dobrą/lepszą pracę (w starej męczyłam się okrutnie), czas mijał mi od weekendu do weekendu, od urlopu do urlopu. W międzyczasie w myślach planowałam i marzyłam jak będzie wyglądała na chwila, na którą tak nie mogę się doczekać.

Czekanie zaczęło mi ciążyć. Nie pamiętam dokładnie w którym momencie, może tuż po drugim porodzie? Może jak dzieci odkleiły się od mojej nogi. Przestało mi się podobać, bo zaczęłam się dusić w tym czekaniu, szczęście zawsze było gdzieś poza, niby tuż za rogiem, ale ciągle odległe. A może to bagaż lat, doświadczeń. Myśl, która od jakiegoś czasu mi chodzi po głowie z łzami w oczach-„to są nasze najlepsze dni”, dzieci rosną, usamodzielniają się, a ja młodsza nie będę? 

Cokolwiek to nie było, sprawiło, że doceniłam tu i teraz. Że nie warto czekać na weekend, wiosnę, urodziny żeby świętować życie, celebrować chwilę, docenić małe gesty, obecność ukochanych ludzi. Wypić ciepłą kawę z pianką i cieszyć się jej smakiem jak gdyby to była ostatnia kapsułka na ziemi. Lepiej może już nie być, bo przecież jest idealnie! Wystarczy to sobie uświadomić.

Nawet siedząc w domu z dziećmi mam swoje małe ceremoniały, chwile hygge, małą odskocznię, która pomaga mi się odprężyć i zawsze poprawia humor. Jest nią oczywiście kawa. Parzenie pachnącego napoju bogów to najprzyjemniejsza chwila dnia i możemy ją sobie zorganizować kiedy tylko mamy ochotę i potrzebę. Wybieranie kapsułki to także mój mały rytuał, lubię mieć  duży wybór smaków i aromatów i oczywiście od razu kupuję wszystkie nowości, a potem testuję, testuję…

Nowa linia Nespresso BARISTA CREATIONS dla miłośników białej kawy to mój absolutny ulubieniec ostatnich dni. Można z niej wyczarować prawdziwe cuda dla zmysłów, wariacje o delikatnym i przyjemnym smaku! Tak! Biała kawa to zdecydowanie moja bajka i koniecznie z mlekiem kokosowym. Już sam wygląd i kolor kapsułki sprawia, że mam ochotę ją parzyć w nieskończoność. Do wyboru macie trzy smaki CHIARO, SCURO i CORTO (które wchodzą na stałe do oferty Nespresso i mojego domu). Pierwsza po dodaniu mleka uwalnia aromaty karmelu i herbatników, druga zbóż i orzechów, zaś trzecia jest nieco pikantna, o gęstej konsystencji i odważnym aromacie. Inspirowane są kolejno metodą parzenia przez baristów z Brooklynu, Melbourne i gorącej Hiszpani. Brzmi kusząco prawda? 

To co dacie się ponieść chwili z pyszną, białą kawą, która smakuje jak od prawdziwego baristy? Spokojnie, bez pośpiechu, delektując się każdą dawką ulubionego smaku? Ważne jest tu i teraz…

Post powstał przy współpracy z Nespresso. Jak wiecie już od bardzo dawna jestem wierna fanką ich kawy. Oddaję także zawsze kapsułki do recyclingu, co uważam za mega sprawę! A już w najbliższy weekend (10-12.05.2019) zamierzam odwiedzić stoisko marki na Electronics Show w Warsaw Expo Ptak, gdzie będą zaprezentowane najnowsze rozwiązania technologiczne i koncepty! Przebieram nóżkami, bo mam nadzieję przywieźć dla Was jakieś newsy i zaskakujące rozwiązania! Wybieracie się na te targi?

Drobne zmiany, nowa kuchnia!

Wiosna przyszła na całego i większość z nas wybudziła się z zimowego snu. Bardziej nam się chce, zauważamy zmieniający się świat, zachwycamy pierwszymi listkami na drzewach. I we mnie rodzi się we mnie jakaś nowa energia do zmian, przestawiam, sprzątam, dokupuje zielone, detale. Szczególnie, że już robi się ciepło, słońce przygrzewa, rozjaśnia zapomniane kąty.

Małe zmiany, wielki efekt to mój ulubiony sposób na metamorfozę w domu. Wymiana mebli, przestawianie ciężkich stołów, zniszczone kolana i przeciążony kręgosłup już za mną. Teraz dużo bardziej doceniam szybkie acz efektowane przemiany. Niewielkim kosztem i nakładem sił można obudzić się rano w zupełnie innym wnętrzu.

Kuchnia to szczególne miejsce pod tym względem. Wymiana całych mebli to zasadniczo grubsza akcja i wymaga nie lada wysiłku, pieniędzy, zaburza życie rodzinne. Nic więc dziwnego, że nikomu przy zdrowych zmysłach nie przychodzi do głowy robienie takich remontów co roku, ani nawet co 10 lat na wiosnę 😉 Ja również nie jestem skora do takich wyczynów, dużo bardziej ciągnie mnie do dodatków, kwiatów, nowych roślin. Detalami można zagrać we wnętrzu tak, że sami ledwo je poznamy.

Są tacy (i na szczęście jest ich coraz mniej), którzy boja się dekoracji w kuchni, bo się kurzą, bo brudzą. Ja jestem innego zdania- tworzą prawdziwą, „twoją” kuchnię. Piękne dechy, ładne kubki obok ulubionego ekspresu, ulubione zioła w doniczkach, ładne pojemniki do przechowywania. Po nie sięgamy jakby bezrefleksyjnie, w końcu należą do naszego świata, raczą nas aromatyczną kawą, poprawiają smak ulubionych potraw, serwują ukochane przekąski…tworzą naszą strefę komfortu, przytulność, domowy klimat. Warto połączyć wartość estetyczną i użytkową przedmiotów, które znajdują się w kuchni. Niech będą takie „nasze”, cieszą oko, ale również usprawniają działania w kuchni. Ja lubię zioła w prostych osłonkach, które są na tyle lekkie, że łatwo je przestawić, ewentualnie umyć. Seria PERSILLADE to nowość w IKEA i na pewno na jednej nie poprzestanę. Jest genialna – ma wagę piórkową, chropowatą powierzchnię, na której w ogóle nie widać zachlapań i świetną cenę! Mam również słabość do pięknych młynków – te drewniane INTRESSANT, wykonane z drewna akacjowego to mój najnowszy nabytek z IKEA. Są duże, solidne i mają mechanizm ceramiczny, który jest bardziej trwały od młynków ze stali. Są piękną dekoracją nie tylko w kuchni, ale również na stole i bardzo usprawniają pracę w kuchni. Pasujące do nich deski FASCINERA to kolejna praktyczna dekoracja, którą z radością przyjęłam u siebie 😉 Są wykonane z drewna mango i mogą posłużyć nie tylko do krojenia, ale także serwowania. Takimi drewnianymi dodatkami bardzo łatwo ocieplić kuchnię. Jeżeli Wasza strefa gotowania jest za bardzo sterylna koniecznie postawcie trochę ziół, ładne dechy i młynki. A by mieć wszystko w zasięgu ręki, a jednocześnie zaoszczędzić miejsce polecam Wam serie KUNGSFORS i RIMFORSA. Składają się one z różnych modułów do zawieszenia na ścianie i pozwalają na tysiące aranżacji. Wszystko zależy od Waszego stylu i od tego jakie akcesoria chcecie mieć na wierzchu.

Jeżeli chodzi o kącik kawowy bądź herbaciany – jak kto woli-to ja lubię mieć ulubione kubki, filiżanki na wyciągnięcie ręki. Rano moja ręka jeszcze sennie i po omacku szuka tam zapasów energii. Ostatnio pijam trochę mocniejszą kawę, więc zaopatrzyłam się w filiżanki do espresso DINERA. Kupując je, kilka razy sprawdzałam czy na pewno dobrze widzę cenę;) kosztują grosze, a wyglądają pięknie, minimalistycznie. Do kompletu mój hit ostatnich zakupów w IKEA misa na owoce lub sałatkę oraz mlecznik z limitowanej kolekcji IKEA ÖVERALLT. Od razu wpadły mi w oko i jak się okazuje seria powstała przy współpracy z afrykańskimi projektantami i znakomicie współgra zarówno ze stylem skandynawskim, nowoczesnym, jak i boho. Uwielbiam taki design, który sprawdzi się w prawie każdym wnętrzu. Limitowana kolekcja szeroko dostępna będzie w przyszłym tygodniu – od 2 maja, ale mi udało się już upolować ją wcześniej w jednym ze sklepów IKEA. Czasem to, co znajdziemy w sklepie może okazać się przyjemną niespodzianką 🙂 Pudełko szklane SAMMANHANG pokazywałam Wam już kiedyś w aranżacji salonu. Ostatnio wpadłam na myśl, żeby wykorzystać je na kapsułki do kawy i strasznie mi się ono tu podoba. Zresztą fajnie wygląda również na orzechy czy ciastka. 

Na wiosnę obstawiam się wazonami i niosę do domu naręcza kwiatów i gałązek. Wyciągnęłam już mój zestaw GRADVIS, który pozwala nawet w najmniejszej kuchni przemycić element kwiatowy.

Pozostając w temacie ładnych i praktycznych dekoracji kuchni, mojemu mężowi już od dawna marzył się moździerz. Przyprawy w nim rozgniatane mają niesamowity zapach i aromat. Lada chwila zacznie się sezon na grilla i świeże warzywa, uznałam, że to znakomity moment na poszukiwania tego idealnego. Model ADELSTEN jest wykonany z czarnego marmuru, na który mam teraz szał i idealnie wpasował się do mojej kuchni. Będzie stał dekoracyjnie na wierzchu 😉 

Jakiś czas temu pokazywałam Wam fajne rozwiązania na przechowywanie w kuchni. Chciałabym jednak dodać do tamtej listy jeszcze jeden produkt, który skradł moje serce. Zestaw misek bambusowych do serwowania ÖVERALLT. Są lekkie, łatwo je przenieść z miejsca na miejsce, chowają się jedna w drugą i można w nich serwować, a także przechowywać. Do tego wyglądają przepięknie i spokojnie mogą stać na wierzchu i pełnić rolę dekoracyjną. Jestem zakochana w całej tej serii produktów inspirowanych kulturą afrykańską.

Na koniec chciałabym Was namówić do odrobiny szaleństwa! Pamiętajcie, że meble kuchenne to nie tylko wszechobecna biel i szarość. Ja od jakiegoś czasu marzę o frontach w kolorze i tak jak wspominałam kilka dni temu na Instagramie na pewno następnym razem takie zrobię! 

IMG_9143

  1. Doniczka/osłonka PERSILLADE
  2. Miseczki i mlecznik z serii ÖVERALLT dostępne już w maju w IKEA (polecam całą serię!)
  3. Szklane pudełko SAMMANHANG, idealne np. na kapsułki do kawy
  4. Dechy wykonane z drewna mango FASCINERA
  5. Moździeż marmurowy ADELSTEN
  6. Misa ÖVERALLT
  7. Młynek wykonany z drewna akacjowego INTRESSANT
  8. Zestaw misek bambusowych z przykrywką ÖVERALLT
  9. Filiżanka do espresso czarna DINERA
  10. Filiżanka do espresso błękitna DINERA
  11. Duża decha z drewna mango FASCINERA

TYLKO nowy regał może nas uratować

Życie przed i po narodzinach dzieci to można by rzec dwa różne światy. Zanim pojawią się te najbardziej wymagające istoty nie mamy pojęcia jak bardzo będziemy niewyspani i jak bardzo będziemy musieli zrezygnować z własnych planów i przestrzeni. Dzieci weryfikują wszystko- to banał, ale dopóki dom nie zaleje stos brudnych pieluch i plastikowych zabawek żyjemy w błogiej nieświadomości. I raczej (takie jest moje zdanie) wyobrażamy sobie rodzicielstwo przez pryzmat uśmiechniętego malucha z reklamy Pampersa, który dysponuje pięknym pokoikiem z dwoma zabawkami i stosikiem ubranek w komodzie.

Już w trakcie ciąży zaczynamy powoli się uświadamiać, że dziecku nie wystarczy wózek i łóżeczko oraz kilka kosmetyków. Potem jest tylko gorzej. Stosy książeczek, gryzaków, klocków, maskotek, skarpetek i przeróżnych niezbędnych gadżetów rosną i mała komoda oraz kosz z wikliny przestają wystarczać. W trakcie dokupowania kolejnych pojemników na dziecięce must-have rozpoczyna się walka o każdy centymetr mieszkania. Rodzice-konformiści nie bronią się przed zalewem i udostępniają salony, sypialnie pod stosiki zabawek. Inni pozbywają się w miarę na bieżąco, robiąc miejsce na nowe lego i lalki, ale uwierzcie, że i u jednych i u drugich musi przyjść kryzys.

Mi mówiono, że u każdego przychodzi moment przepełnienia w mieszkaniu, nie wierzyłam. Byłam przekonana, że mi to nie grozi. Sprzątałam, wyrzucałam, pozbywałam się. Jak się jednak niedługo później okazało szafy nie są z gumy, a im większe dzieci tym mają jakoś większe zabawki, więcej ciuchów i w ogóle same dzieci więcej zajmują miejsca (żarcik ;)). Koniec końców okazało się, że nasze mieszkanie już nie daje rady w takim rozkładzie jak do tej pory i mały, piękny biały regalik oraz komódka muszą ustąpić miejsca czemuś większemu. Czemuś, co będzie lekkie wizualnie, a jednocześnie pojemne. Czemuś, co nie zabierze przestrzeni, ale dzięki czemu pozbędziemy się problemu 100 koszy i pojemników do przechowywania. Jak zwykle z pomocą przyszedł nam  najprawdopodobniej najpiękniejszy regał na świecie- TYLKO.

Moja miłość do tych mebli rośnie z każdym ich nowym projektem i nie wyobrażam sobie bez nich już naszego domu. Jeżeli kiedykolwiek się przeprowadzimy to tylko z odpowiednio dużymi ścianami dla naszych regałów. Teraz do chłopaków chciałam coś trochę innego , żeby nie było nudno i wybraliśmy piękny głęboki granat model Type02 (jest to nowość), z kilkoma zamkniętymi półkami i szufladami. Efekt przerósł nasze oczekiwania! Zmieściliśmy w nim dwa razy więcej niż planowałam! A przecież kilka półek zostawiłam na moje ulubione duperelki dekoracyjne.

Projekt wymarzonego mebla zrobicie w bardzo intuicyjnym programie na stronie TYLKO i idealnie dopasujecie do swojej przestrzeni i potrzeb. Regał jak zwykle przyjechał perfekcyjnie zapakowany i ponumerowany. Złożenie trwało może z 2 godziny, więc jak na taki wielki mebel bardzo szybko. Najbardziej jednak znowu zaskoczył mnie fakt jak bardzo jest pojemny i jaki daje wachlarz możliwości aranżacyjnych. Jest uniwersalny, pasuje do każdego wnętrza i ułoży każdy bałagan. Pokój wygląda teraz schudnie, jest porządek, o jakim marzyłam od dawna.

 

Z nowości macie do wyboru kilka nieoczywistych kolorów, które mnie zachwycają- Terracotta (ceglasty czerwony), Midnight blue (granat), Mint+Forest Green (miętowo-zielony), White (biały), Sand & midnight blue (piaskowo-granatowy). Który kolor jest Waszym faworytem? 🙂

111

112

113

114

115

Zdjęcia materiały własne TYLKO

Jak odświeżyć swoje otoczenie w nowym roku. Moje zdobycze z TK Maxx.

Mam już od lat pewną słabość, którą wyjątkowo dzielę z mężem 😉 Kiedy rzucam hasło zakupów w tym miejscu On mi prawie nigdy nie odmawia, a na miejscu nie jęczy i nie stęka. A co najważniejsze-nie szuka mnie między regałami!
Zapewne każda kobieta wie co to za męka zakupy z facetem (pomijając sprzęt sportowy i elektroniczny). Nudzi się, wyczekuje na zewnątrz, cmoka, robi miny i pyta „Ile jeszcze?”. Do tego nic nie doradzi! Nie sprawia to, że zakupy stają się udane, oj nie. Ja zazwyczaj wtedy niebezpiecznie skracam mój czas w sklepie, mierzę na szybko i nie mam czasu się porządnie zastanowić nad swoimi wyborami. Jestem też w strasznym stresie, bo ja nie znoszę się śpieszyć!
Na szczęście już jakiś czas temu znalazłam sposób na zakupowego marudę. Jest taki sklep, w którym oboje znajdujemy to, czego szukamy-TK Maxx! On zaszywa się na dziale męskim i zaspokaja swój instynkt łowcy, a ja mogę w spokoju szukać skarbów na dziale domowym, który uwielbiam! Upolowałam tam tyle perełek, że już nie zliczę i zawsze w świetnych cenach 😉 Najbardziej ucieszyło mnie lusterko znanej duńskiej marki, które znalazłam pod koniec zeszłego roku. Było to moje marzenie wnętrzarskie od dłuższego czasu i wyobraźcie sobie moją radość, gdy znalazłam je w TK Maxx za 25% ceny sklepowej! Oprócz produktów do domu prawie zawsze wybieram jakąś herbatę (ewidentnie mam do nich słabość), co roku kupuję kalendarze ścienne i książkowe, a ostatnio odkryłam, że na dziale kosmetycznym są świetne akcesoria do pielęgnacji i wiele świetnych mazideł do ciała.
Tym razem jednak miałam plan na kilka fajnych wiosennych dodatków do salonu i mojego domowego biura. Wyszło jak zawsze i wróciłam załadowana po brzegi- z welurowym krzesłem w kolorze fioletowego różu, złotym organizerem na dokumenty, miękkim dywanikiem-futerkiem, dużymi kubkami na herbatę, etui na telefon (świetnej skandynawskiej marki, na który chorowałam od dłuższego czasu) i moim osobistym hitem ostatnich dni-zestawem zapachowym do domu.
Zestaw do aromaterapii, na który zwróciłam uwagę to uspokajający kardamon i rozmaryn, a w zestawie jest zapach z patyczkami, spray do wnętrz i świeca. Mają minimalistyczne, wręcz aptekarskie opakowania i pachną przepięknie. Następnego dnia pojechałam po jeszcze jeden taki zestaw na zapas! W TK Maxx znajdziecie ogromny wybór świec i przeróżnych zapachów do wnętrz i są to marki, których często próżno szukać w Polsce, więc tym bardziej namawiam Was do polowania 
Traf chciał, że większość skarbów, które upolowałam pasowały jak ulał do mojego biurka, więc tę część mieszkania mam odmienioną i w takim otoczeniu dotrwam z radością do wiosny. Do czego i Was namawiam, szukajcie pięknych dodatków w TK Maxx (nowości pojawiają się kilka razy w tygodniu) i rozweselcie swoje otoczenie w nowym roku, a lutowe i marcowe zawieruchy nie będą Wam straszne. Pod warunkiem oczywiście, że już tego nie zrobiliście, wtedy skupcie się na relaksowaniu duszy i ciała aromatycznymi zapachami i kremami i koniecznie zafundujcie sobie wyjątkową mieszankę herbat, mi zawsze pomaga 🙂

 

 

Kolory, które będę uwielbiać w tym roku

Wiele razy dostawałam od Was prośby o podsumowanie trendów w aranżacji wnętrz. Niestety byłoby to bardzo trudne z tego względu, że jest ich sporo. Kolekcje, różne style dekoracji, w każdym sklepie z dodatkami do wnętrz jest tego multum. Do tego dla każdego pomieszczenie w domu praktycznie co sezon zmienia się moda. Oj ciężkie mamy życie z tymi trendami 😉

Postanowiłam zatem podzielić smaczki wnętrzarskie 2019 na działy. Dzisiaj kilka słów o kolorach i wzorach! A wiadomo nie od dziś, że wracają w końcu na salony i o ile jeszcze 3-4 lata temu moje mieszkanie przypominało więzienie albo niemy film to dzisiaj kolory zadomowiły się na dobre. Co więcej, nieśmiało zabraliśmy się nawet za przemalowywanie ścian! Póki co mamy jedną szarą i jedną z tapetą, ale coś czuję, że na tym się nie skończy. Kusi mnie szaleństwo i to coraz bardziej!

A oto kolory i wzory, które z chęcią zobaczę u siebie i u Was!

Living Coral

Raz do roku marka Pantone przedstawia trend kolorystyczny, który będziemy kochać przez następne 12 miesięcy. Pewnie się zdziwicie, ale teraz jest to Living Coral czyli bardzo jasny odcień koralowy ze złotym tonem. Kolor, który ma być „afirmacją życia”, napawać dobrą energią, nakłaniać do unikania sporów i prowokować do zmian na lepsze.

Źródło

coral1

Źródło

Źródło

coral6

Żródło

Żródło 

coral10

Źródło

Źródło tu i tu

Mango Mohito

Kolejny odcień z palety Pantone 2019. Kolor pomarańczowo-żółty, bardzo energetyczny i wesoły. Ten kolor zadomowił się zarówno w naszej szafie, jak i tekstyliach i obiciach.

 Źródło

yellow5

Źródło

yellow6

Źródło

Źródło tu i tu

Źródło tu i tu

yellow11

Źródło

hkliving

Źródło

 

Sweet Lilac/Dusty Pink

Róż wpadający w fiolet. Trochę lawenda, a trochę brudny róż. Mi najbardziej przypadł do gustu jaśniejszy odcień. Trochę marzy mi się ściana 😉

pink1

Źródło

Źródło tu i tu

pink4

Źródło

pink12

Źródło

pink13

Źródło

pink14

Źródło

pink15

Źródło

Tapety o intensywnych wzorach

tapeta

Źródło: Marta Brylińska

tapeta1

Źródło:  Aleksandra Nadolny

Źródło tu i tu

tapeta4

Źródło

tapeta5

Źródło

Źródło 

tapeta8

Źródło

Podobają Wam się któreś z tych trendów? A może już goszczą w Waszych domach? 🙂

Przy pięknym biurku dzieci chętnie się uczą ;)

Wspólny pokój moich synów to nasza zmora 😉 Nie mieścimy się na maksa, a to gówniarstwo ma więcej zabawek i ciuchów niż my! Komoda ledwo się zamyka, a gry i klocki walają się wszędzie. O niczym innym nie marzę jak o większym metrażu. A mój mąż twierdzi, że żeby wystarczyło na wszystko przestrzeni to musielibyśmy mieć pałac 😉 ja tam twierdzę, że 5-6 pokoi 😀 póki co musimy jednak ostudzić zapędy i radzić sobie z tym co mamy. Filip poszedł do szkolnej zerówki, a Mikołaj pójdzie za rok i byliśmy zmuszeni wprowadzić zmiany w ich pokoju. Wybraliśmy najwygodniejszy i najbardziej designerski zestaw ever- biurka Mountains od Woodluck4kids z panelem tylnim w kształcie gór i krzesła Stokke Tripp Trapp. Biurka są w całości zrobione ze sklejki, którą kocham miłością wielką, są solidne i porządnie wykonane. Mają dwie szuflady, które bardzo lekko chodzą i trzy zamykane na pokrywy pojemniki na drobiazgi. Plecki natomiast są wyposażone w półeczki w kształcie litery V, które można dowolnie aranżować i układać. Marka ma w swoim asortymencie również szafy, regały, łóżeczka, skrzynie i dekoracje. My mamy także klocki Mr Strong, które są super dekoracją i ekstra zabawką.

Krzesełek Stokke chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Genialne są- ergonomiczne, stabilne, piękne, wygodne i można je używać już dla najmłodszych do karmienia, a dorosły też z powodzeniem na nich posiedzi.

 Mamy jeszcze plan na jeden duży mebel do przechowywania, ale o tym następnym razem 😉

Chłopcy bardzo lubią te swoje nowe kąty i bardzo chętnie tu działają, co mam nadzieję przełoży się w najbliższym czasie na same piątki ;P

 

Biurka Woodluck4kids

Krzesła Stokke

Figurka wartownik skandynawskie.pl